AutorWydawca IDB
Iwona D. Bartczak
subskrybuj autora
(subskrybuje: 6 osób)

subskrybuj autora, jeśli chcesz otrzymywać informacje o jego nowych notatkach.

Wpisy:
Notatki 81 (+120/-0)
Komentarze 89 (+59/-0)
RSS RSS
Zarejestruj się

Gałkowo na Mazurach

Więcej niż zabytek, więcej niż restauracja

Rzadko piszę o Mazurach, bo jednak w porównaniu z innymi regionami Polski mniej tu fascynujących historii, opowieści o rodzinach, wsiach, dworach czy pałacach, o nieoczekiwanych zwrotach losu, o takich zachowaniach ludzi, których nigdy byśmy się po nich spodziewali. A właśnie te opowieści lubię. Krajobrazy także, ale w moich oczach każdy - nawet banalny - krajobraz zyskuje, gdy w widoczek jest wpisana opowieść o ludziach, o ich fascynacjach i wyborach.

Ale ostatnio przekonuję się do Mazur. Rok temu pisałam na przykład o Wojnowie niedaleko Rucianego-Nidy, gdzie osiedlili się 200 lat temu starowiercy, czyli prawosławni z Rosji, którzy nie zaakceptowali reformy prawosławia i wywędrowali ze swojej ojczyzny, osiedlili się w Prusach, aby bić pokłany ikonom tak, jak sami uważali za stosowne. To jednak wielka historia: jak to możliwe, aby takie kwestie jak iloma palcami żegnać się czy ile bić pokłonów przed ikoną - bo ich dotyczyła reforma - mogły wzbudzić w ludziach taki sprzeciw, aby opuścić miejsce urodzenia i wędrować w nieznane, do obcych zupełnie. A może takie drobiazgi zwykle zapowiadają jakieś zasadnicze zmiany i niektórzy ludzie to wyczuwają? W każdym razie było się nad czym tam zastanawiać.

W tym roku też zajrzałam na Mazury i pojechałam m.in. kilkanaście km dalej od Wojanowa, na północ, do Gałkowa. A to zupełnie inna historia: i szlachecka, i perspektywiczna, i z rozrywkowa. Właścicielem tej ziemi jest Aleksander Potocki, a dwór, który od 2006 roku stoi na jego ziemi, wcześniej przez ponad 100 lat należał do rodziny Lehndorffów, i stał - jeszcze dalej na północ - w Sztynorcie.

Dwór Łowczego w Gałkowie - restauracja Dwór Łowczego w Gałkowie - restauracja (IDB)

Prawda, że piękny? A w 2006  wyglądał tak jak poniżej:

Dwór Łowczego w 2006, jeszcze w Sztynorcie, przed przeniesieniem do Gałkowa, Dwór Łowczego w 2006, jeszcze w Sztynorcie, przed przeniesieniem do Gałkowa, Ten przepiękny ponad stupiędziesiecioletni dwór został przeniesiony przez Potockiego do jego posiadłości w Gałkowie,  a następnie odrestaurowany z ogromnym szacunkiem dla oryginału, choć oczywiście wiele elementów dorobiono. Zachwyca nie tylko bryła i zewnętrzne zdobienia, ale też większe i mniejsze detale. Prosze spojrzeć na kamienną podłogę, wygląda na klepkę, ale to kamień tak równo ułożony, taki sam widziałam na przykład w pałacu Lubomirskich w Łańcucie.

Dwór w Gałkowie Dwór w Gałkowie (IDB) Albo na ten fragment dachu.

Dwór w Gałkowie Dwór w Gałkowie (IDB) Na partnerze dworu znajduje się restauracja, a na piętrze urządzono salon hrabiny Marion Donhoff, znanej niemieckiej dziennikarki, pochodzącej właśnie z tej okolicy, opisała w książce historię swojej dramatycznej konnej ucieczki przed armią radziecką w 1945, potem działała bardzo aktywnie na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. Była współzałożycielką Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w pobliskich Mikołajkach. 

W tym salonie odbywają różne imprezy, wystawy, spotkania, wycieczki słuchają opowieści o tej ziemii. Opiekuje się nim inna dziennikarka, również wrażliwa na historię obu narodów, Renate Marsch-Potocka. O każdej porze roku, o każdej porze dnia, przewijają się tu  dziesiątki turystów, dziennikarzy, pisarzy, działaczy społecznych, sportowców. Dzieje się aż miło!

Dwór w Gałkowie Dwór w Gałkowie (IDB) W sąsiedztwie dworu są domy - też oryginalne, drewniane, tutejsze - oferujące noclegi w bardzo rozsądnych cenach, no może nie po 40 zł od łóżka, ale już za 120 zł można wyjąć bardzo miły pokoik z łazienką, bez telewizora, ale z Internetem. Cała posiadłość posiada piękny park, korty tenisowe, wypożyczalnię rowerów i wiele innych obiektów sprzyjających wypoczynkowi.

Park wokól dworu w Gałkowie Park wokól dworu w Gałkowie (IDB)
A po drugiej stronie drogi jest znana stadnina koni państwa Ferenstein, czyli rodziny żony dziennikarza Piotra Kraśki. Ta okolica ma szczęście do dziennikarzy! Naprawdę, szczęście.

W tej historii wzruszające jest właśnie to jak łączą się oba brzegi historii, przeszłość jest motorem przyszłości, która jest budowana na tym, co dobre, na wspólnym przezwyciężaniu tego, co złe.  To jest właśnie zawsze wybór: czy nasze emocje i działania wyrastają z pamięci złych rzeczy czy ze wspólnego doświadczenia przezwyciężania złych rzeczy. Dobro powstaje tylko w tym drugim przypadku.

A jeśli chodzi o Sztynort... piękne miejsce, piękna marina, piękna okolica... ale pałac Lehndorffów jeszcze nie odzyskał swojej świetności. Ma opiekuna, polsko-niemiecką fundację, prace zabezpieczające są prowadzone.