AutorWydawca IDB
Iwona D. Bartczak
subskrybuj autora
(subskrybuje: 6 osób)

subskrybuj autora, jeśli chcesz otrzymywać informacje o jego nowych notatkach.

Wpisy:
Notatki 84 (+125/-0)
Komentarze 90 (+60/-0)
RSS RSS
Zarejestruj się

02/05/17 publiczna

Largo di Torre Argentina

Duch Cezara i zagadka geograficzna

Ile razy jestem w Rzymie, tyle razy podchodzę do ogrodzenia wokół starożytnych ruin na placu Largo Argentina. Patrzę na ruiny kilku świątyń rzymskich bogów i  Teatru Pompejańskiego, w którym dwa tysiące lat temu zbierał się rzymski Senat. Gdzieś tam unosi się duch Juliusza Cezara, zamordowanego przez senatorów zbuntowanych przeciw jego dyktaturze i upadkowi znaczenia Senatu. Śmiertelny cios zadał przyjaciel Brutus. No, cóż, Brutus był zdrajcą, ale zdrajcą w słusznej sprawie: przywrócenia republiki, wolności. Jednak lud rzymski odwrócił się od zamachowców. Żaden z nich nie zmarł śmiercią naturalną, a Brutus popełnił samobóstwo. Tak sobie o tym myślę, patrząc na owe ruiny. Wnioski, do jakich dochodzę, nie mają żadnego znaczenia, albowiem na przestrzeni dziejów co krok przekonujemy się, że historia nie jest nauczycielką życia :)

Rzym. Largo di Torre Argentina Rzym. Largo di Torre Argentina (IDB)

Przewodniki po Rzymie nie piszą o Cezarze, ale o kotach. Te ruiny są bowiem znanym przytuliskiem rzymskich kotów, gdzie są dokarmiane i dopieszczane przez mieszkańców i turystów. Koty są dominującym motywem Largo Argentina, czego - mimo mojej wielkiej sympatii dla kotów - zupełnie nie rozumiem.

Długo też przechodziłam do porządku dziennego z nazwą Argentina. Nie wnikając w historyczne szczegóły, przyjęłam, że jakoś dla tego miejsca są zasłużeni włoscy emigranci w Argentynie. W XIX wieku Włosi masowo emigrowali do tego kraju z powodu wielkiej biedy w swoim. Po zjednoczeniu Włoch co zamożniejsi, wysyłali pieniądze do ojczyzny z przeznaczeniem na odbudową zabytków lub uhonorowanie przywódców zjednoczenia, na przykład na wzgórzu Gianicolo obok pomnika (i w sąsiedztwie mauzoleum) Garibaldiego jest latarnia (jak morska), na którą zrzucili się właśnie argentyńscy Włosi.

Ale tym razem Argentyna nie ma nic wspólnego z miejscem Largo Argentina.

Rzym, plac Largo di Torre Argentina, obok jest Teatro Argentina, i restauracja też Pizzeria Argentina, i via Argentina. Rzym, plac Largo di Torre Argentina, obok jest Teatro Argentina, i restauracja też Pizzeria Argentina, i via Argentina. (IDB)

A historia nazwy tego miejsca zaczęła się półtora tysiąca lat po zamordowaniu Cezara (44 r przed Chrystusem), kiedy jeden z urzędników papieskich postanowił zbudować sobie w tym miejscu pałac. Po dawnych świątyniach i teatrach nie było już śladu, ich ruiny zostały przykryte ziemią, bo miasto zawsze narasta ponad swój pierwotny poziom, więc mógł budować swobodnie. A pochodził ze Strasburga, które to miasto od czasów rzymskich po łacinie nazywało się Argentoratum (od obecnej tam od stuleci metalurgii srebra), a więc ten przydomek urzędnika, pokazujący jego pochodzenie, przylgnął i do jego pałacu, ozdobionego wieżą, a więc stąd "torre". I tak zostało.

Pałac przeminął w trakcie licznych przebudów okolicy. Nazwa trwała. A w czasach Mussoliniego zaczęto porządkować teren pod kolejne budowle i tak odkryto ruiny owych rzymskich świątyń i teatru (z duchem Cezara). Odsłonięto je i dzisiaj można na nie popatrzeć i pomyśleć, albo o Cezarze, albo o kotach. Nazwa została, ale o pałacu urzędnika, który był jej przyczyną, mało kto pamięta, przewodniki nie wspominają. Miejsce wizualnie jakoś wróciło do swoich początków, nazwa wyłania się z mroku dziejów, współczesnie przechodzą spiesząc się do swoich spraw. Ciekawe co my dzisiejsi dodamy do tego miejsca, nad czym będą się zastanawiać patrzący na to miejsce, powiedzmy za 1000 lat.

A swoją drogą nazwa państwa Argentyna też pochodzi od zasobów srebrna, po które wyprawili się konkwistadorzy mniej więcej wtedy gdy powstawał w Rzymie pałac papieskiego mistrza ceremonii Johanna Burcharda, Largo di Torre Argentina.

  • Largo di Torre Argetina Largo di Torre Argetina (IDB)