Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Polski bar na gruzińskiej plaży

Zrealizowane marzenia w Gonio

Myśleliście kiedyś, żeby rzucić dobrą, acz nudną pracę, zostawić życie w kraju i wyjechać gdzieś dalej? Założyć własny interes, bar, hostel czy kawiarnię, mieszkać na plaży albo w górach i żyć z dnia na dzień. Nie wiedzieć, co będzie za miesiąc. Karolina i Szymon właśnie tak zrobili, w to lato zostali otworzyli bar na plaży na gruzińskim wybrzeżu.

Gonio to niewielkie, nieco senne miasteczko między Sarpi (granica gruzińsko-turecka) a Batumi. Słynie z twierdzy, stojącej tuż przy drodze, ale ambicje ma większe. W tym roku było właściwie w budowie, tyle powstaje nowych hoteli, przy tych już istniejących. Deptak już jest, bardzo podobny do tego w Batumi – te same latarnie, tylko leżanek nie ma. Plaża, jak to w Adżarii, kamienista, ale bardzo przyjemna, bo niezatłoczona i czysta. Fajnie zagospodarowana, na wysokości centrum miasteczka znajduje się urocza knajpka wyglądająca jak z katalogów o egzotycznych plażach. Delikatne baldachimy, piękne meble i jeszcze lepszy widok. Ale to nie ona jest najbardziej zatłoczona. Najwięcej ludzi jest w garażu przerobionym na bungalow. To właśnie polski Nyabinghi Reggae/Ethnic Bar.

Polski bar od frontu. Materiałowe rolety są odsłaniane, gdy nie ma upału. Polski bar od frontu. Materiałowe rolety są odsłaniane, gdy nie ma upału. (Mateusz J.)

Króluje klimat reggae, taką muzykę lubią najbardziej. Szymon, alias Simon Dread, grał w Tbilisi, Karolina po zostawieniu etatowej pracy w Polsce pracowała tam w hostelu. Kiedy padł pomysł baru nad morzem, zdecydowali się szybko. Ktoś polecił im Gonio, więc tak zostało. Hostel po odejściu Karoliny przez kilka miesięcy szukał kogoś na jej miejsce, chociaż w Gruzji jest naprawdę duże bezrobocie. Sytuacja powtórzyła się w Gonio – kiedy nie mogli znaleźć kelnerki na miejscu, ściągnęli znajomą z Polski. Pracowali dwa miesiące, żeby otworzyć bar. Zbudować bungalow, doprowadzić prąd i wodę, załatwić dostawców. Przekonali się na własnej skórze, jak działa Gruzja. Umówieni robotnicy spóźniają się godzinami albo nie przychodzą, woda jest odłączana i przyłączana, bo tak. Jak potrzebowali palet na stoły i krzesła, nikt ich nie miał. Kiedy zdobyli je gdzieś w kraju, nagle okazało się, że przecież sąsiad miał i mógł dać. W końcu się udało, bar w Gonio działa, przyciągając głównie turystów, ale lokalsi też go polubili. Wpadają późnym wieczorem z domową Czaczą.

Plaża w Gonio ma swój klimat Plaża w Gonio ma swój klimat (Mateusz J.)

O tej porze w Batumi nie dałoby się usiąść O tej porze w Batumi nie dałoby się usiąść (Agata J.)

Bar Karoliny i Szymona jest wegetariański, duża odwaga w kraju kochającym mięso. Gotuje głównie Karolina i robi to świetnie. Od genialnej w swojej prostocie chińskiej zupy fan-qie-tan-tan (przepis prosto od Chińczyka poznanego w Tbilisi), przez pyszne kanapki z warzywami i gruzińskim serem, świetną wariację na temat tradycyjnych kukurydzianych mczadi, idealnie doprawione adżapsandali, po domową balaklawę. Jest też zimna zupa z maconi. Lubią eksperymentować, więc menu często się zmienia. Ceny bardzo przystępne, podobnie jak ceny wszelakich napoi.

(Agata J.)

Karolina i Szymon wyglądają na szczęśliwych. Nie wiedzą, co będzie za miesiąc i to im odpowiada. Może wrócą tu na następne lato, może nie. Bar jest kolorowy i relaksujący, można leżeć w hamaku i patrzeć na oddalone o kilkadziesiąt metrów morze. Jest też pies przybłęda, do którego Karolina obiecała się nie przywiązywać, ale jak sama mówi, chyba nie do końca się udaje. Trzeba tu przyjechać, by zobaczyć marzenia na własne oczy.

Oficjalna strona i facebookowy profil.