Na Pomorzu
4 osoby
Moderatorzy:
    pioter

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Zamek w Krokowej

i historia rodziny Krokowskich/von Krockow

Zamek w Krokowej znają zapewne ci, którzy spędzają wakacje nad morzem w niedalekich Dębkach lub Białogórze. Stoi w samym centrum wsi, przy skrzyżowaniu dróg z Pucka i Wejherowa. Ładnie odrestaurowany, otoczony niewielkim parkiem z fosą, mostkiem i alejkami. Perełka. Dziś mieści się w nim uroczy hotel i muzeum. 
 
(pioter/bywajtu)
 
Luiza von Krockow
 
Park jest pozostałością ogrodu, jaki zbudowała tu w XVIII wieku słynna mieszkanka Zamku, Luiza von Krockow. Hrabina była jedną z tych oświeceniowych arystokratek, które żywo interesowały się filozofią i sztuką. Przez wiele lat korespondowała z samym Immanuelem Kantem, usilnie go zapraszała, lecz królewiecki filozof nigdy do Krokowy nie przybył. No cóż, Kant znany był z tego, że niechętnie opuszcza Królewiec. W Krokowej, i to całe dwa lata, spędził za to inny wielki filozof niemiecki, Johann Gottlieb Fichte. Został tu zatrudniony jako guwerner. Hrabina bardzo sobie ceniła dysputy z młodym filozofem. Gdy w 1792 opuścił Krokową (bo nagle zdobył sławę, ale to opowieść na inną notatkę), napisała w pamiętniku "Fichte wyjechał. Nie mam mu tego za złe, ale zostałam sama. Męża nadal nie ma, pociechą są jedynie wspaniałe przedstawienia w amfiteatrze". Ten amfiteatr był pewnie jedną z największych atrakcji Krokowy, wystawiano w nim przedstawienia również dla mieszkańców wsi, co było jednym z przejawów oświeceniowych aspiracji hrabiny. 
 
Pierwsi dziedzice
 
Cofnijmy się jednak o kilka wieków do początków posiadłości. W 1292 roku książę pomorski Mściwój II potwierdził tytuł własności Krokowy (i kilku jeszcze okolicznych wsi) Gniewomirowi. Inne źródła podają, że wieś należała już do dziadka Gniewomira, rycerza Mestka albo Mścisława. Z pierwszymi dziedzicami związana jest anegdota: bezskutecznie starali się o parafię w Krokowej, lecz odmawiały im jej siostry Benedyktynki z Żarnowca, aż jeden z nich, Piotr, zaczął przeszkadzać we mszach w żarnowieckim kościele bekaniem i chrząkaniem, w końcu nawet doprowadził do bójki w świątyni, wtedy biskup nałożył na niego karę, którą miało być wybudowanie w Krokowie... kościoła, i w ten sposób Piotr dopiął swego. 
 
 
Krokowscy i von Krockow
 
Właściciele Krokowy zaczęli używać nazwiska Krokowscy/von Krockow w XIV wieku. W genealogii Minakowskiego najstarszym wymienionym członkiem rodu jest Wawrzyniec «Kaszuba» Krokowski żyjący pod koniec XV wieku, czyli w czasie, gdy duża część Kaszub należała do Prus Królewskich. Wawrzyniec był dworzaninem króla Jana Olbrachta. Potem różnie będą się układać losy rodziny. O Krokowej i Krokowskich czytamy w "Ilustrowanym przewodniku po Województwie Pomorskiem"  z 1924 roku między innymi:
 
"Wieś ewangelicka zniemczona, przez Kaszubów zwana Kreków. Od XIII w. własność rodziny Krokowskich, którzy zniemczyli się i używają tytułu hrabiów von Krockow. Ich przodkowie bywali dygnitarzami i patrjotami polskimi, a wielu zginęło w bitwach za ojczyznę (...) W pałacu jest cykl portretów rodzinnych i królów polskich". 
 
Taka sytuacja nie była wcale jakaś wyjątkowa na Kaszubach. Był to przecież  region przygraniczny, w którym przez wieki spotykały się wpływy pomorskie, polskie i niemieckie. Ludność tutejsza była przemieszana, poczucie tożsamości sporej jej części nie było jednoznaczne.
 
Przedwojenny autor zacytowanych słów nie mógł przewidzieć, że już kilkanaście lat po wydaniu "Przewodnika" zostanie dopisany kolejny dramatyczny, jeśli nie najdramatyczniejszy, rozdział do historii rodziny. W 1939 roku bracia von Krockow wzięli udział w kampanii wrześniowej. Walczyli przeciwko sobie, Reinhold po stronie polskiej, Heinrich po niemieckiej. Reinhold został wzięty do niewoli, z której jednak go wypuszczono. Jakiś czas potem włożył mundur niemiecki i walczył pod Leningradem. Tam zginął w 1944 roku. Rok wcześniej zginął również Heinrich i Urlich, najmłodszy z rodzeństwa. Z czwórki braci wojnę przeżył jedynie Albrecht. 
 
Po wojnie posiadłość została przejęta przez państwo. Albrecht musiał opuścić Krokową. Odwiedzi ją dopiero 45 później, w 1990 roku. Chcąc odbudować zrujnowany Zamek założy razem z gminą Krokowa fundację Kaszubskie Centrum Kultury „Europejskie Spotkania”.