AutorWydawca IDB
Iwona D. Bartczak
subskrybuj autora
(subskrybuje: 6 osób)

subskrybuj autora, jeśli chcesz otrzymywać informacje o jego nowych notatkach.

Wpisy:
Notatki 84 (+125/-0)
Komentarze 91 (+61/-0)
RSS RSS
Zarejestruj się

05/09/15 publiczna

Tarnów renesansowy

czyli nauka architektury z książki

Ten wpis będzie głównie cytatem, co więcej cytatem - hołdem dla człowieka, który pomógł mi zrozumieć i nazwać to, co widzę. Aczkolwiek trudno powiedzieć, aby postępy, które robię, były imponujące. Gdy czytam w książce wszystko wydaje się jasne, gdy patrzę na budowlę - wszystko jest zagadką :(

Ale po kolei. Jak widać po wpisach na bywajtu bardzo interesuje mnie historia, zwłaszcza polska, historia ludzi, rodzin, społeczności, narodów, relacje wzajemne, sploty losów, paradoksy i niespodziewane zwroty dziejów, heroizm i zwyczajność, rozsądek i szaleństwo. Po tej materii poruszam się całkiem sprawnie i z upodobaniem.

Ale ostatnio dopiekło mi poczucie bezradności, a nawet od dłuższego czasu mnie to dręczy. Otóż ta historia dzieje się zawsze w jakiejś przestrzeni, w jakichś wnętrzach, z widokiem na jakiś zamek, świątynię, most, ratusz. Chciałoby się opowiedzieć o tym tle, o tle które przecież jest częścią wydarzeń. A ja nie umiem, bo kompletnie nie znam się na architekturze! Nie umiem nazwać tego, co widzę! Nie umiem opowiedzieć o tym, co widzę! Wkurzające.

Przepatrzyłam domową bibliotekę. I znalazłam. Znalazłam książkę napisaną pięknie, jasno, zrozumiale, zwięźle, z sympatią dla tematu, z życzliwością dla ludzi, którzy te budowle wznosili.

Moja ulubiona lektura w te wakacje Moja ulubiona lektura w te wakacje (IDB)

Tak, tak, wydawnictwo Nasza Księgarnia i rok 1980. Tak, tak, wydawnictwo Nasza Księgarnia i rok 1980. (IDB)

To książka z 1980 roku. Jakże ubogie - choć liczne - są zdjęcia, czarno-białe, zanurzone w tamtejszej biedzie i szarości (tak na marginesie po tych zdjęciach widać jak niesamowicie się Polska zmieniła przez te 30 lat). Ale te rysuneczki, te szkice, te odręczne podpisy - to czysty urok, elegancja, pietyzm, a przede wszystkim bijące z kartek upodobanie autorów do tematu, do tych obiektów. To jest też w słowach.

Strona w książce Przemysława Trzeciaka Strona w książce Przemysława Trzeciaka "1000 tajemnic architektury" (IDB)

Sąsiednia strona do strony na zdjęciu powyżej. Sąsiednia strona do strony na zdjęciu powyżej. (IDB)

Nie przypadkowo wybrałam właśnie te dwie strony z książki Przemysława Trzeciaka! Na obu jest ratusz w Tarnowie. I autor, i ja na przykładzie tego właśnie ratusza uczyliśmy się renesansu :) Z tym, że ja z jego książki. Ale jakiż to miało urok!

Rynek w Tarnowie Rynek w Tarnowie (IDB)

Ratusz w Tarnowie Ratusz w Tarnowie (IDB)

Ratusz w Tarnowie Ratusz w Tarnowie (IDB)

Siedzę w kawiarni na rynku w Tarnowie i czytam (cytuję ze skrótami):

"Przed wielu laty trafiłem do Tarnowa i zamieszkałem na przedmieściu. Nie myślałem wtedy, że kiedyś zainteresuję się architekturą. Pewnego dnia włóczyłem się ulicami bez celu. Wreszcie, wyplątując się z labiryntu jakichś sieni, podwórek, korytarzy i przejść, nieoczekiwanie znalazłem się na rynku.

Był dzień targowy. Zobaczyłem plac zapchany dziesiątkami wozów konnych, setkami ludzi. O cztery ściany rynku obijały się jarmarczne hałasy i kłótnie, rżenie koni, pokrzykiwanie woźniców, kwik świń i gdakanie ptactwa. Wszystko to zapełniało rynek bez reszty, a z tego morza ludzi i zwierząt sterczał tylko jak wysepka na środku placu - ratusz.

Właśnie - ratusz!

Harmonijna bryła o doskonałych proporcjach - ani za przysadzista, ani za wysmukła, z wyraźnie zaznaczonymi podziałami poziomymi i delikatna koronką obiegającego dookoła gzymsu - stała wspaniale wymodelowana przez słońce.

Odcinki gzymsów, które jak klamry spinały okna, wydatny gzyms koronujący bryłe, nisze zamknięte półkoliście w wysokim ceglanym murze, który tyle uroku dodawał budowli - wszystko to grało głębokimi cieniami.

Dachu nie było widać. Jak to dobrze - pomyślałem wtedy - zepsułby całe piękno tego zabytku.

Ponad ratusz sterczała tylko okrągła ceglana wieżyczka, z nadwieszonym na kamiennym wsporniku gankiem, nakryta małym stożkowym hełmem.

Do jednej ze ścian przylegały obudowane schody, zwieńczone również, jak i cały budynek, esownicami i sterczynami, wyglądającymi z dołu jak pionki na szachownicy. Pomiędzy tymi pionkami, wysokow górze, dostrzegłem jakieś kamienne maski pysków zwierzęcych i twarze z sumiastymi, staropolskimi wąsami.

Klucząc między wozami i straganami, przepychając się w tłoku, obchodziłem ratusz już nie wiem który raz, ciesząc się wciąż nagle odkrytym pięknem. To było moje pierwsze spotkanie z renesansem. Potem przyszły inne, może ciekawsze, może wspanialsze, a jednak nie potrafiły zatrzeć tego starego wspomnienia tarnowskiego ratusza"

(ten fragment i ilustracje są na fotografiach wyżej)

Czytałam pijąc wino na tym rynku, na który wozy konne nie wjeżdżają już od dziesiątków chyba lat, który teraz - tak jak całe stare miasto - jest dzielnicą studentów, artystów, sztuki i muzyki, no i wspaniałych pamiątek. Zazdrościłam Trzeciakowi tego olśnienia, ale umiarkowanie, bo sama czułam się wyjątkowo: przemawiał do mnie i XVI wiek ze swoim humanizmem, kiedy ratusz był budowany, i obrazek z książki z czasów nie tak znowu odległych, ale przeze osobiście niedoświadczonych, i dzisiejszy rytm staromiejskich kawiarń i galerii sztuki.

O Tarnowie jeszcze napiszę, bo to niezwykłe miasto. Bo i ma bardzo bogate życie muzyczne i teatralne, oddziałujące daleko poza jego granice, i stanowi ciekawy miasta będącego własnością prywatną (jak Zamość czy Bobowa), i ma niezwykłą historię społeczności żydowskiej, której przedstawiciele należeli do elity, byli nauczycielami, lekarzami, bankierami, a nawet burmistrzami.

Ale renesansowy ratusz bije wszystko!