AutorWydawca pioter
Piotr Diehl
subskrybuj autora
(subskrybuje: 10 osób)

subskrybuj autora, jeśli chcesz otrzymywać informacje o jego nowych notatkach.

Wpisy:
Notatki 191 (+338/-1)
Komentarze 264 (+88/-0)
RSS RSS
Zarejestruj się

09/06/16 publiczna
W temacie: Rozmowy

Z Baraniej Góry do Bałtyku

Pana Marka Mieczkowskiego poznałem w zeszłym roku na zupełnym pustkowiu. Ja maszerowałem brzegiem Wyspy Sobieszewskiej do ujścia Wisły, żeby zrobić kilka zdjęć, pan Marek w stroju wyczynowca wracał właśnie stamtąd prowadząc obwieszony bagażami rower. Jak się okazało, kończył właśnie miesięczną podróż od źródeł Wisły do jej ujścia, tysiąc kilometrów na rowerze! Uśmiechnięty poprosił mnie o zrobienie zdjęcia, ja z trudem kryłem zmęczenie zaledwie kilkukilometrowym przemarszem. 
 
Teraz pana Marka spotkałem w Warszawie podczas jego kolejnej podróży od źródeł do ujścia, tym razem bez roweru, lecz z kajakiem! Grudziądzanin, były żołnierz, dopłynął właśnie do półmetka swojej wyprawy. Przy okazji przeprowadziłem z nim krótką rozmowę. 
 
Sierpień 2015, przy ujściu Wisły Sierpień 2015, przy ujściu Wisły
 
Czerwiec 2016, Warszawa Czerwiec 2016, Warszawa
 
Jak pierwsze wrażenia z tego niezwykłego spływu, jak by Pan porównał je z zeszłorocznymi, gry przemierzał Pan podobną trasę na rowerze?
 
Jestem zdecydowanie rowerzystą, ale pływanie kajakiem bardzo mi się spodobało. Obecne i zeszłoroczne doświadczenia łączą się i dopełniają. Z kajaka nie zobaczy się tego, co można z roweru, widzi się właściwie same brzegi, zwiedzanie miast jest bardzo utrudnione, ale jest za to większa okazja, żeby docenić walory samej Wisły i zachwycić się jej pięknem, jej przyrodą, brzegami, wyspami i łachami.
 
Jakie miejsca najbardziej Panu się podobały do tej pory?
 
Najbardziej odcinek między Sandomierzem i Kazimierzem. Zachwyciły mnie piękne kredowe brzegi, niezwykłe krajobrazy, mogłem je podziwiać przy słonecznej pogodzie, niezapomniane przeżycie. Ale w ogóle mam  wrażeń co niemiara z różnych miejsc, nawet z tych, gdzie jeszcze nie płynąłem, bo ja w odróżnieniu od większości kajakarzy nie zacząłem podróży w tak zwanym punkcie zerowym, gdzie zaczyna się szlak komunikacyjny, czyli przy ujściu Przemszy do Wisły pod Oświęcimiem, zacząłem na Baraniej Górze, z której zszedłem do Wisły, potem już w kajaku płynąłem ze Zbiornika Goczałkowickiego tzw. Małą Wisłą, spałem w pokrzywach, tego się nie zapomina (śmiech). 
 
A jak się żyje na rzecze, gdzie Pan właściwie śpi?
 
Od dwóch tygodni rozbijam się głównie na plażach i łachach. To ma swój urok, ale zdarzają się niespodzianki, jak na przykład ta, kiedy właściwie w ostatniej chwili zobaczyłem, że odpływa mi kajak, bo wezbrała woda. Mimo że jestem mieszkańcem Grudziądza i Wisła mi nie jest obca, to jednak takiego bezpośredniego kontaktu z nią nie miałem jeszcze. Wpadłem w panikę i od tamtego czasu zawsze przy obozowisku stawiam patyki, na których co jakiś czas sprawdzam, czy poziom rzeki się zmienia. To ważne zwłaszcza w górnym biegu rzeki, gdzie często nocą podnosi się stan wody, być może dlatego, że wtedy spuszczane są wody z elektrowni. Poza tym płynąłem w okresie burzowym, co też mogło mieć wpływ na taka zmienność. Ale przede wszystkim Wisła to rzeka dzika, nieuregulowana, ciągle zmieniająca nurt, sam widziałem zapadające się brzegi, erozję. Ta, którą płynę, to już nie ta sama rzeka, którą opisał zaledwie 5 lat temu Marek Kamiński podczas swojej wyprawy. 
 
Ale przecież na pewno Pan przygotowywał się do tej wyprawy, nie znalazł Pan informacji w przewodnikach o takich zjawiskach?
 
Wydawało mi się, że jestem bardzo dobrze przygotowany, ale okazało się, że tylko teoretycznie, życie zweryfikowało wiele informacji. Tym niemniej oczywiście przed taka wyprawą należy zdobyć jak najwięcej wiedzy, na przykład o znakach nawigacyjnych, których systemy są inne w różnych regionach Polski.
 
Jak to? Nie ma jednolitego systemu znaków?
 
To pozostałość jeszcze zaborów. W ogóle Wisła jest zaniedbana, nie jest szlakiem transportowym, to akurat z mojego punktu widzenia może i dobrze, ale też nie wykorzystuje się jej turystycznie, choć jej walory pod tym względem są duże. Brakuje infrastruktury z jednej strony, marin, przystani, sam Pan był świadkiem, że właściwie nie miałem gdzie zostawić kajaka w Warszawie, by wyjść do miasta. Z drugiej strony nie ma nawet takich drobiazgów jak znaki miejscowości przy brzegach, co za problem, by obok tablic żeglugowych były też nazwy miejscowości czy atrakcji, które znajdują się na tej wysokości rzeki? Odwracamy się od niej, a szkoda. 
 
Na co jeszcze zwróciłby Pan uwagę kolejnym śmiałkom, którzy planują podobną wyprawę?
 
Wisła nie jest wcale prostą rzeką do pływania i nawigowania. Na początku ignorowałem znaki nawigacyjne, ale szybko okazało się, że warto na nie zwracać większą uwagę płynąc nawet kajakiem, który ma niewielkie zanurzenie. Zdarzyło mi się stanąć na środku rzeki, gdzie wody było tylko po kostki. Ponadto niebezpiecznym zjawiskiem jest występowanie na Wiśle tzw. podwójnego dna, pozornie wydaje się że dno jest twarde, ale gdy stanąć na nim, to można się głęboko zapaść, bo pod nim jest gruba warstwa mułu. Pod Kazimierzem dno to właściwie mączka, wielu tam utonęło. 
 
A skąd się w wzięła taka pasja do podróżowania w dość niecodzienny przecież sposób? 
 
Gdyby mnie Pan spytał 15 lat temu, czy bym pojechał rowerem albo popłynął kajakiem, to bym zastanawiał się, czy jest to pytanie do mnie. Ale moje życie odmieniło się po tym, jak dotknął mnie zawał. Pamiętam, że  już na początku rekonwalescencji zastanawiałem się, czy nie przejść Polski dookoła, ale uznałem, że by mi to zbyt dużo czasu zajęło (śmiech), wobec czego wybrałem jednak rower. 
 
Co na to lekarze, pańskie jeżdżenie, czy teraz kajakowanie, to przecież już nie rekreacja, ale prawie wyczyn?
 
Szybko mi się poprawiły wyniki. Ważne, żeby robić wszystko w swoim tempie, bez stresu, bez pośpiechu. Ja mogę przejechać i 200 km rowerem, ale nie w warunkach ścigania się, bo to pewnie by mnie zabiło. Przed każdą wyprawą robię oczywiście dokładne badania i wszystko konsultuje z lekarzem. Płynąc czuję pokorę wobec żywiołu rzeki, podobnie ze zdrowiem, jestem zdyscyplinowanym pacjentem. 
 
Mimo zmęczenia dzisiejszym rejsem do Warszawy tryska Pan energią, życzę Panu, żeby Pan dopłynął w podobnej formie pod gdański Żuraw. Planuje już Pan kolejną podróż?
 
Nie, na razie bardzo się cieszę, że resztę wakacji spędzę z żoną (śmiech).
 
***
 
Wyprawę pana Marka możecie śledzić na stronie https://www.facebook.com/marek...
  • W Warszawie na półmetku wyprawy. W Warszawie na półmetku wyprawy.
  • Nawet król Zygmunt lekko się pokłonił Nawet król Zygmunt lekko się pokłonił