Na wirsycku
7 osób
Moderatorzy:
    Agata Antisaina
Autorzy strony:
    Antisaina Agata
Subskrybenci:
    SKIP Agata Atavus Antisaina AgnesO ruda Maciej

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: tylko niezaufani
RSS RSS
Zarejestruj się

07/02/14 od Agata
W temacie: Schroniska

Schronisko górskie domem

Jak się mieszka w sercu Beskidów?

Codziennie górskie spacery, śpiewanie przy ognisku, świeże powietrze, imponujące zachody słońca... Kto by nie chciał mieszkać w schronisku górskim? Pewnie każdy wielbiciel gór miał takie marzenie. A jak to wygląda od kuchni? Bo pewnie nikt nie myśli o tym, że wracając do domu z Krakowa, będzie musiał wędrować pod górę kilka godzin. O życiu w schronisku opowiedziała mi Ola, której rodzina od wielu lat opiekuje się schroniskiem na Hali Rysianka w Beskidzie Żywieckim.

Takie widoki na Rysiance to codzienność Takie widoki na Rysiance to codzienność (Anna Wiewióra)

Z Żywca na Halę

Schroniska nie dostaje się ot, tak. W Tatrach najczęściej dzierżawcą zostaje się z pokolenia na pokolenie, ale co jeśli dzieci nie chcą się poświęcić górom albo w ogóle ich nie ma? Wtedy dzierżawa podlega przetargowi. Ale zawsze mogą się znaleźć znajomi i tak właśnie było na Rysiance.

- Moja mama nigdy nie lubiła pracy w banku – mówi Ola. - Kiedy pan Włodek z żoną stwierdzili, że najwyższy czas odpocząć i przejść na emeryturę (siedzieli w górach dwadzieścia kilka lat), zaczęli się rozglądać za kimś, komu oddać schronisko w dobre ręce. Cały proces decydowania się i negocjacji trwał jakieś 2 lata.

Po dwóch latach dom przeniósł się z Żywca na Halę Rysianka. Mogło się wydawać, że będzie dużo wolnego czasu na chodzenie po górach. Może nawet będzie nudno...? Nic bardziej mylnego.

Schronisko zimą wygląda bardzo malowniczo. Śniegu bywa tyle, że do wejścia przechodzi się kilkumetrowym tunelem, wydrążonym w śniegu Schronisko zimą wygląda bardzo malowniczo. Śniegu bywa tyle, że do wejścia przechodzi się kilkumetrowym tunelem, wydrążonym w śniegu (Anna Wiewióra)

Schroniskowa codzienność

Pracuje się właściwie cały dzień. Kuchnia wydaje śniadania od 8, więc wszyscy wstają przed siódmą. Rozpoczyna się sprzątanie jadalni, korytarzy, łazienek, mycie naczyń. Trzeba też rozpalić w piecu kaflowym i włączyć inne kuchenne sprzęty. Prócz rodziny Oli, w weekendy i okresach zwiększonego ruchu pomaga kucharz i pani Genia, często są też dziewczyny do pomocy. Jest też pan Wojtek, pomaga w cięższych pracach.

- Wszyscy śpią u nas, mamy takie 3-4 pokoje służbowe. Gdyby mieli codziennie wracać do domu, nie byłoby się kiedy wyspać. Są z najbliższej okolicy: Złatna, Ujsoły, Rajcza. Ale często dzwonią ludzie z całej Polski, myślą, że mogliby przyjechać na pół roku, pracować i mieszkać tutaj bez przerwy. A tak naprawdę na początku jest ciężko wytrzymać dwa tygodnie bez „urlopu”, czyli zjazdu na dół, do domu. To jest całodzienna praca i najpierw trzeba się do niej przyzwyczaić.

A więc jest 8, zaczyna się wydawanie śniadań i pewnie potrwa do 10. W międzyczasie jedzą oni, bo potem od razu zaczyna się sprzątanie pokoi. Właściwie sprzątać można i do oporu, jeżeli jest spokojnie i w kuchni nie potrzebują pomocy. Od południa do wieczora wydaje się obiady, melduje turystów, pierze, magluje pościel, sprząta... Mężczyźni, gdy nie są potrzebni w kuchni, palą w centralnym piecu, naprawiają to, co akurat się zepsuło, rąbią drzewo... Kuchnia zamyka swoje podwoje o 19, jeszcze tylko trzeba spakować jedzenie i posprzątać.

- Pracownicy dostają piwo i idą spać. My zwykle siedzimy dłużej, głównie dbając o dostawy piwa dla turystów. Wieczorami piekę ciasta, mama ogarnia księgowość. Później trzeba jeszcze tylko wyjść z psami na spacer, zamknąć kuchnię, poczytać książkę i iść spać. W tygodniu mamy wolne nawet od 20, w weekendy na posterunku siedzimy do 23.

(Anna Wiewióra)

Powroty do domu

Jak się żyje i w Krakowie, i na Rysiance? Dla Oli to opcja idealna, bo każda monotonia nuży. Dobrze jest uciec z dużego miasta w las. Ale fajnie jest pójść do kina, na kawę, na basen, pojeździć konno – takich rarytasów w schronisku nie ma, trzeba korzystać na nizinach. Dlatego zaufani pracownicy to skarb – rodzice Oli mogą jechać w rumuńskie góry, zostawiając spokojnie schronisko dzieciom i pracownikom. Bez takich urlopów byłoby ciężko.

Kiedy się mieszka w schronisku, nie jest tak łatwo wrócić. Autobus nie podjedzie 300 metrów od drzwi, samochód nie podrzuci nas pod oknem. Ola, przyjeżdżając z Krakowa, gdzie studiuje, lubi wyjść na Rysiankę na nogach albo tourach. Niestety często się nie da. Są jakieś zakupy do zrobienia, trzeba zabrać pracowników. Wynosić wszystko na plecach...? Wtedy rządzą samochody terenowe, w zimie skutery śnieżne.

Ola wraca na weekend i jak zwykle jest więcej turystów, a więc i więcej schroniskowych pracowników. Bufet i turyści to działka rodzinna, w końcu to oni mają największe doświadczenie. A poza tym nikt z pracowników bufetu nie lubi. Pani Gienia z kucharzem gotują, dziewczyny zmywają, sprzątają, pomagają w kuchni. Pan Wojtek pali w piecu, kosi trawę, rąbie drzewo. Praca jest na okrągło, zawsze jest coś do roboty.

(Anna Wiewióra)

- Zawsze jest się czym zająć, robisz konkretne rzeczy i masz poczucie spełnionego obowiązku. Zwłaszcza gdy przychodzą turyści i chwalą. Ale z drugiej strony nie ma okazji, żeby usiąść w fotelu na pół dnia i się porządnie wynudzić. Robota nigdy się nie kończy. Dlatego trzeba to po prostu lubić. Często szukają u nas pracy ludzie, którzy piszą, że „kochają góry”, „są zapalonymi turystami”, „chcą uciec od świata”. Pewnie myślą, że pracując w schronisku, pijesz herbatę z turystami, chodzisz po górach i czytasz książki. Mało kto myśli o takich przyziemnych sprawach, jak szorowanie kątów, sprzątanie magazynów, pranie pościeli, palenie w piecu i naprawianie ratraka. A to zajmuje większość naszego czasu. W końcu schronisko to taka trochę karczma czy gospoda, musimy dbać o wszystko.

Ola nie zamieniłaby m Rysianki na nic innego. A Wy? Chcielibyście wydzierżawić schronisko? Może akurat czeka jakieś bezpańska, drewniana chatka gdzieś w górach?

Wszystkie zdjęcia są autorstwa mamy Oli, Anny. Więcej na facebookowym profilu schroniska, chętnie dzielą się widokami z tego pięknego miejsca.