Historia Cywilizacji
12 osób
Moderatorzy:
    pioter MarcinSz.
Autorzy strony:
    MarcinSz. Atavus Ola pioter WiktorOnoff Agata pinot

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: autorzy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Gwintówki od komedii do tragedii

– Hej, Gerwazy, daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę! – woła Cześnik we fredrowskiej „Zemście”, zamierzając strzelać do Rejenta. Rejent chowa się i nic z tego nie wychodzi, ale gdyby Cześnik zamiast obwieszczać swoje zamiary, przyłożył się po cichu, to miałby duże szanse na wysłanie wroga na tamten świat. Gwintówki były celne i dalekosiężne, choć w czasie gdy toczy się akcja „Zemsty” (koniec XVIII w.), armie ich jeszcze powszechnie nie używały.

Ręczna broń palna stosowana na polach bitew aż do połowy XIX wieku była generalnie niezbyt skuteczna. Żołnierze używali karabinów gładkolufowych, czyli z lufami o gładkiej powierzchni w środku. W czasie Cześnika i Rejenta tego typu broń niosła na zaledwie około 200 metrów i trudno było z niej trafić w odległy cel. Od dawna znano już wtedy technikę gwintowania luf, ale broń tego typu, o wiele bardziej dalekosiężna, musiała jeszcze poczekać na swój czas.

Dlaczego tak było?  Gwintowanie , mimo swych niewątpliwych zalet, posiadało też mankamenty. Technika ta polega na tym, że w środku lufy wykonuje się żłobienia, które nadają pociskowi ruch wirowy. Dzięki temu jego lot jest bardziej stabilny. Aby to osiągnąć, pocisk musi jednak mieć na tyle szeroką średnicę, by w czasie przelotu przez lufę ściśle do niej przylegać. W efekcie załadowanie takiej kuli pochłaniało mnóstwo czasu, gdyż strzelec musiał ją wciskać na siłę przez lufę. Pamiętajmy, że mówimy o stuleciach, w których broni ładowanej od tyłu jeszcze nie było. Zważywszy na to, w wiekach XVI-XIX karabinów  gwintowanych używano nie na wojnie, ale głównie do polowań bądź w celach przestępczych. Tak właśnie jak zamierzał uczynić to Cześnik. Gdyby wypalił do Rejenta i nie trafił, to jego szanse w konfrontacji z przeciwnikiem zmalałyby niemal do zera. Zanim załadowałby z powrotem swoją gwintówkę, Rejent zdążyłby dziesięć razy dobiec do niego i z kilku metrów ustrzelić z pistoletu bądź rozsiekać szablą.

Problem ten rozwiązał dopiero ponad pół wieku po czasach „Zemsty” francuski oficer Claude-Étienne Minié. Służąc w armii kolonialnej w Afryce, opracował on w 1849 r. nowy rodzaj kuli do gwintowanych karabinów. Pociski te były wąskie i łatwo było wprowadzać je do luf. W czasie wystrzału jednak specjalna miseczka wbijała się w stożkowaty pocisk, w efekcie czego rozszerzał się on, wbijał w gwint i ruchem wirowym mknął w kierunku wylotu lufy. Za swój wynalazek Minié otrzymał od rządu w Paryżu nagrodę 20 tys. franków i posadę w prestiżowej szkole wojskowej w Vincennes.

Rewolucyjna francuska technika pozwoliła wprowadzić gwintowane karabiny na pola bitew, a efekty ich zastosowania były porażające. Podczas wojny secesyjnej w USA dowódcy początkowo nie zdawali sobie sprawy, jak nowa broń wpłynie na przebieg walki. 3 lipca 1863 roku pod Cemetery Ridge kilkanaście tysięcy konfederatów ruszyło do ataku na pozycje Unii, maszerując tradycyjnie równym krokiem w rytm bębnów. Unioniści byli oddaleni o 800 metrów i nikt nie obawiał się ich ognia. Wtem powietrzem wstrząsnął grzmot salwy i pierwszy szereg konfederatów runął na ziemię. Potem salwy rozlegały się jedna za drugą i po kilku minutach zwarte szeregi atakujących zmieniły się w przerażoną kupę uciekinierów. Konfederaci pozostawili na polu 8-9 tysięcy zabitych i rannych.

 

  • Gwintowana lufa Gwintowana lufa (CC BY-SA 3.0/baku13/Deutsches Panzermuseum Munster)
Ostatnio komentowane na stronie:
18/06/2014 Agata

Wielki smog londyński

1 komentarz z 21/11/2016 od pinot
09/02/2014 pioter

Wielkość Łodzi

3 komentarze, ostatni z 05/02/2016 od roxa