Klatka po klatce
6 osób
Moderatorzy:
    AgnesO

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: tylko niezaufani
RSS RSS
Zarejestruj się

30/01/14 od MarcinM
W temacie: Książka na ekranie

W pułapce (nie)rzeczywistości

Filmowa adaptacja powieści "Pod Mocnym Aniołem"

Pod Mocnym Aniołem - plakat promujący film Pod Mocnym Aniołem - plakat promujący film

Trudno mi wypowiadać się na temat pisarstwa Jerzego Pilcha, bo, delikatnie mówiąc, nie jestem znawcą twórczości tego laureata NIKE z 2001 roku. Spróbuję jednak zmierzyć się z ekranizacją książki, za którą właśnie Pilch otrzymał wspomnianą nagrodę - „Pod Mocnym Aniołem” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego.

Wiele zostało powiedziane, zarówno o dość naturalistycznym języku filmowym, jakim Smarzowski się posługuje w ogóle, jak i o naturalistycznym przedstawieniu degradacji człowieka, też (a może przede wszystkim?) na płaszczyźnie jego fizyczności. Wszystko to nieraz już widzieliśmy w filmach twórcy „Wesela”.

Ale „Pod Mocnym Aniołem” to film, który, obok dokumentalnego „Korkociągu” Marka Piwowskiego, może służyć za niezłą przestrogę dla tych, którzy niebezpiecznie balansują na granicy między zwykłym piciem dla towarzystwa, przy okazji, dla smaku, a piciem z psychicznego, a nierzadko i fizycznego przymusu. Oczywiście, jak to bywa u tego reżysera, rzeczywistość jest przedstawiona tak, jakby odbijała się w pękniętym (i brudnym) zwierciadle. Rzeczywistość, a raczej nierzeczywistość, bo widziana przez pryzmat choroby. Choroby która rządzi się przecież swoimi mechanizmami i wpływa na percepcję świata.

Jeszcze co nieco o świecie przedstawionym w filmie: nie mamy tutaj bohaterów, w zasadzie mamy szare postacie tła, snujące się w swojej zapyziałej rzeczywistości. Nawet terapeutka na detoksie jest postacią ulegającą własnym pokusom i namiętnościom, zaś dyrektor zakładu detoksykacyjnego (rewelacyjny tutaj Andrzej Grabowski) jest odpychająco szorstki, a jeszcze wygląda co najmniej groteskowo przez swoje pofarbowane brwi.
Główny bohater Jerzy (grany przez rewelacyjnego Roberta Więckiewicza) to w zasadzie antybohater – intelektualista maskujący przed samym sobą chorobę literackimi frazesami, pozornie pogodzony ze swoim alkoholizmem, traktujący swój stan jak swoisty mur, którym odgradza się od otaczającej rzeczywistości.

Wiele scen ma szansę pozostać w świadomości widza na naprawdę długo, jeśli nie na zawsze - niektóre są równie sugestywne i realistyczne, co po prostu piękne od strony warsztatowej. Bywa że zaśmiejemy się podczas oglądania niektórych, chciało by się powiedzieć, wręcz slapstickowych gagów, jednak będzie to śmiech przez łzy. Po prostu w historiach składających się na „Pod mocnym aniołem” nie ma tak naprawdę nic zabawnego.

Można zarzucić Smarzowskiemu jednostronność, zostawienie widza z poczuciem beznadziei, ale przecież, jak zwróciła mi uwagę towarzyszka na seansie, taki jest język reżysera – naturalistyczny i brutalny, a taka poetyka zdaje się idealnie pasować do problemu podjętego w „Pod Mocnym Aniołem”. Problemu, który bezpośrednio dotyka około 800 tysięcy ludzi w tym kraju, a pośrednio... tego nawet lepiej nie próbować zliczyć.