KomentatorAutorWydawca Ola
subskrybuj autora
(subskrybuje: 5 osób)

subskrybuj autora, jeśli chcesz otrzymywać informacje o jego nowych notatkach.

Wpisy:
Notatki 258 (+347/-0)
Komentarze 424 (+158/-0)
RSS RSS
Zarejestruj się

07/07/14 publiczna

Notatki z Japonii

i jeden perfekcyjny zachód słońca w świątyni Kiyomizu-dera

Wyjazd do Japonii to było niesamowite doświadczenie. Przed wyjazdem zasuwałam naprawdę ciężko na dwie zmiany - mając z tyłu głowy że Japonia jest bardzo droga (rzeczywistość pokazała, że była jeszcze droższa). Wyjazd miał jednak nie tylko zasłużonym odpoczynkiem - to byłby absurd pracowac tak sięzko po to tylko, żeby móc później odpocząć. To było w pewnym sensie spełnienie marzenia żeby pojechać gdzieś daleko, wyrwać się z otaczającej rzeczywistości, odetchnąć innym powietrzem.

Kiedy jedziecie na zachód, pólnoc, południe czy wschód Europy macie poczucie że jest trochę inaczej - ale jednak wszsytko jest już trochę oswojone. Ludzie. Domy. Jedzenie. Nawet zabytki są jako tako obczajone - zwłaszcza gdy mowa o zabytkach klasy światowej, które opatrzyliśmy już sobie zawczasu w prasie, książkach, telewizji czy internecie. Style historyczne takie jak gotyk, renesans, klasycyzm - są znajome, wszędzie mniej więcej takie same.

A tu wszystko bylo inne. Wszystko. Jedzenie, język. I te "krzaczki" czyli japoński alfabet na ulicach, stacjach metra, na lotnisku. Powietrze - jakby bardziej wilgotne, może to przez tne ocean. W wagoniku metra każdy kawałek przestrzeni okupowany przez reklamy. Ludzie usmiechający się do mnie od tak po prostu. Roześmiane i rozchichotane Japonki. Wszystko jakby trochę za małe - czułam się jak olbrzymka - a szczególnie odczułam to w autobusie do Kioto gdzie ledwo mieściłam się na swoim fotelu, przy czym sprawy nie ułatwial mi miły Japończyk który zasnął mi na ramieniu. 

Na marginesie tych wspomnień chciałabym opowiedzieć Wam o jednym perfekcyjnym zachodzie słońca, który zobaczyłam z werandy świątyni Kiyomizu-dera.

Do światyni wybrałam się nieśpiesznym krokiem mając w planach zobaczyć jeszcze kilka innych rzeczy po drodze. Nagle zorientowałam się, że zbliża się zachód słońca, i jeśli się nie pośpieszę, to skrewię i nic nie zobaczę. Bardzo szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Do światyni, znajdującej się na wzniesieniu, dotarłam dosłownie w ostatniej chwili. Zdążyła tylko kupić bilet (kasę już zamykano), wejść przez główną bramę i wejść na werandę świątyni. Widok... widok był niesamowity, przede mną ciągnęło rozpościerało się Kioto, z jego niewysoką zabudową (zwlaszcza w porównaniu z Tokio). Jednak najważniejsza była w tym momencie satysfakcja - że dotarłam do świątyni, ale przede wszystkim że dotarłam na ten drugi koniec świata.

(Oilstreet, CC-BY-2.5, http://commons.wikimedia.or...)

Notatki o podobnych miejscach: