Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Uszba

Matterhorn Kaukazu

Kaukaz to piękne, niedostępne góry. Uwielbiam ich wielkość. Alpy przy nich są małe i ciasne, wszędzie chodzą turyści i wspinają się alpiniści. W Kaukazie często możesz mieć pewność, że jesteś jedynym wspinaczem na konkretnej górze. A może i nawet w całym masywie czy okolicy. Nikt nie zakłóca spokoju, nie usłyszysz charakterystycznych dla Tatr krzyków, nikt nie zrobi Ci zdjęcia. Ale nikt Ci też nie pomoże…

Powyższe uczucia towarzyszyły mi w Kaukazie wielokrotnie. O ile nie mogę powiedzieć o uczuciu odosobnienia na Elbrusie czy Kazbeku, o tyle Swanetia to raj dla ludzi takich jak ja. Ceniących spokój, odcięcie od świata i piękno natury. Najpiękniejszą górą, na jaką miałem kiedykolwiek okazję się wspinać, jest Uszba. Zdradliwa góra od lat pracująca na takie przydomki jak „Wiedźma” czy „Droga do nikąd”.

Uszba leży na granicy Gruzji i Rosji, w tzw. ścianie Bezingi (strona rosyjska). Prowadzi na nią wiele dróg, ale to od południa – od strony Gruzji – wygląda najpiękniej i oferuje najlepsze wspinanie. Zmiany klimatyczne powodują ciągłe przemieszczanie się lodowców, stąd najpewniejsza droga wiedzie przez skały. Ponad 2 kilometry w pionie, niewiele więcej w poziomie. Za to po pięknej i – jak na Kaukaz – bardzo monolitycznej skale. W warunkach alpejskich czy tatrzańskich nazwalibyśmy je kruchymi, ale taki urok Kaukazu.

Żeby dostać się do Uszby należy dojechać (dolecieć, w sezonie 2014 latały tam komercyjnie helikoptery) do stolicy Swanetii, Mestii. To małe miasteczko, gdzie nie kupimy gazu i sprzętu wspinaczkowego. Charakterystyczne rogi Uszby widać z większości miejsc w Mestii.

Uszba widoczna z Mestii Uszba widoczna z Mestii (M. Jabłoński)

Wydaje się, że to już koniec świata, podczas gdy dalej na wschód możemy dojechać jeszcze do małych osad słynnych z kamiennych wież – Ushguli i Adishi.  Idąc szlakiem (dobra, ten szlak nie istnieje, ale ktoś go oznaczył na mapie) z Zabeshi do Adishi, mijamy piękną bryłę, przypominającą piramidę górę Tetnuldi. Kiedy dojdziemy już do dużej przełęczy, możemy podejść grzbietem około 1-2 km w stronę szczytu i rozbić się na pięknej łączce dokładnie vis-a-vis Uszby. Niezapomniany widok.

Uszba widoczna spod Tetnuldi Uszba widoczna spod Tetnuldi (M. Jabłoński)

Koniec objazdówki. Zakochany zdecydowałem się na wspinaczkę. Z Mestii należy wyruszyć na północ do Mazeri. Oczywiście wszystko to są odległości, które opłaca się przemierzać jeepem. Z Mazeri bajeczną doliną polodowcową podchodzimy pod morenę czołową lodowca spływającego na południe z Uszby.

Bajeczna dolina prowadząca z Mazeri w stronę Uszby Bajeczna dolina prowadząca z Mazeri w stronę Uszby (M. Jabłoński)

Idealnym miejscem na nocleg dla trekkerów jest miejsce przy dużym kamieniu z wmurowanymi tabliczkami poległych na górze. To mały procent tych, którzy zginęli, jednak nawet on potrafi sprawić, że człowiek wpada w zadumę. Ale zauroczenie jest już zbyt duże, zbyt blisko szczytu żeby teraz zawrócić.

Kamień z tabliczkami. To koniec trawy, stąd należy przejść przez morenę i znajdujemy się na lodowcu. Kamień z tabliczkami. To koniec trawy, stąd należy przejść przez morenę i znajdujemy się na lodowcu. (M. Jabłoński)

Do wyboru mamy drogi przez lodowiec (po prawej) – uszczeliniony, zniszczony i chyba teraz nie do przejścia. Najpopularniejszą drogą jest teraz droga Gabrieli – w dolnej części idąca środkiem ściany, powyżej wpadająca w wąski żleb i w okolicach 4000 m n.p.m. wychodząca na żebro.

Uszba o świcie. Nie widać wierzchołka. Uszba o świcie. Nie widać wierzchołka. (M. Jabłoński)

Dopiero na 4 200 m n.p.m. mamy możliwość założenia obozu. To mała półka: jedna na skale, druga na kamieniach. W żadnym z tych miejsc nie mieści się cały namiot.

Obóz I (~4200m n.p.m.) Obóz I (~4200m n.p.m.) (M. Jabłoński)

Około 200 metrów powyżej znajduje się crux – najtrudniejsze miejsce na drodze. Normalną praktyką jest poświęcenie jednego dnia na jego poręczowanie, czyli wspięcie się, przymocowanie liny i pozostawienie jej na noc. Podczas ataku szczytowego klasyczne pokonanie tych 80 metrów pionowej ściany z jedną rysą idącą częściowo załupą może być zgubne, acz możliwe.

80 m pionowej rysy na wysokości około 4300-4400 m n.p.m. stanowi na Uszbie crux 80 m pionowej rysy na wysokości około 4300-4400 m n.p.m. stanowi na Uszbie crux (M. Jabłoński)

Dalej droga nie jest już skomplikowana. Śnieżną granią aż do szczytu, uważając na nawisy. Tego odcinka nie znam, los odebrał mi go dość brutalnie. Zauroczenie szczytem jest jednak wciąż silne i wiem, że to nie moja ostatnia wizyta na Uszbie. Polecam trekkingi i podziwianie widoku. Próby zdobycia szczytu tylko najbardziej doświadczonym.