Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Podnóża Aragacu

Koczownicy z wyżyn i rdzewiejące żelazo

Aragac to wygasły wulkan, a zarazem najwyższa (4095) góra Armenii, co jest niezłym wyczynem, skoro 90% tego kraju leży powyżej 900 m n.p.m.. Dojazd do Aragacu jest stosunkowo prosty, bo wielkiego wyboru nie ma. Zaczynamy w Erywaniu (w Armenii wszystko i zawsze zaczynamy od Erywaniu) i łapiemy pierwszą lepszą taksówkę. My zapłaciliśmy 10 000 Dramów, czyli jakieś 80 złotych. Z centrum Erywania jedzie się jakąś godzinę.

I tu zaczynają się ciekawe rzeczy.
U podnóża Aragacu jest czynne obserwatorium astronomiczne w Byurakanie, niegdyś jedno z większych na świecie. Niestety, miejscowi taksówkarze rzadko są świadomi faktu jego istnienia i na hasło "Byurakan" zawieziono nas w zupełnie inne miejsce. Jeśli więc wybieracie się pieszo na jeden z czterech szczytów Aragacu, upewnijcie się, że taksówkarz wie gdzie ma was dowieźć. Najlepszym miejscem wydaje się nieduże jeziorko na południowych stokach góry. Dostać można się do niego tylko jedną drogą, na którą zjeżdża się bezpośrednio z "autostrady". 

Gdy tylko zaczyna się wspinaczka pod górę, zmienia się klimat. Zamiast morderczych upałów, które oblewają nas ogniem, na równinach wokół Erywania, niebo zaścielają z reguły chmury, temperatura spada do kilku stopni, często pada deszcz. W takiej aurze jedziemy jedyną, odludną drogą, mijając zamieszkałych na zboczach wulkanu koczowników. 
Ich osiedla składają się z kilku namiotów, kilku wielkich jak lwy psów pasterskich, (przed dowolną pieszą wędrówką lepiej zaopatrzyć się w solidny kij - te psy są ogromne), wraku samochodu i stada kóz/owiec/koni/krów. I tak co kilometr, żeby pastwiska na siebie nie zachodziły.

Po półgodzinnej podróży przez zapomnianą krainę docieramy w końcu do jeziorka, gdzie mamy ostatnią szansę, by coś zjeść i przespać się pod dachem. Dalej biegnie trasa na Aragac, lub w dół, na równiny. Obok bazy, z jakiegoś powodu leżą setki ton zapomnianego żelastwa. Nam się na Aragac wejść nie udało, straciliśmy cały dzień na błądzeniu i szukaniu paliwa, bo taksówkarz nie znał terenu. Ale widoki przednie, a z miejscowymi (w naszym przypadku z taksówkarzem - panem Sisakiem) zawsze można się napić :)

  • Zapomniana koparka - Koło bazy turystycznej na stokach Aragacu straszą tony porzuconego sprzętu niewiadomego pochodzenia Zapomniana koparka - Koło bazy turystycznej na stokach Aragacu straszą tony porzuconego sprzętu niewiadomego pochodzenia (Kuba Oficjalski)
  • Pan Sisak - W Armenii można się napić z każdym, nawet z własnym kierowcą :) Pan Sisak - W Armenii można się napić z każdym, nawet z własnym kierowcą :) (Kuba Oficjalski)
  • Pastwiska na wyżynach - Zamieszkane przez jednych z ostatnich koczowników w kraju. Pastwiska na wyżynach - Zamieszkane przez jednych z ostatnich koczowników w kraju. (Kuba Oficjalski)