Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Najlepszy guesthouse w Gruzji

Dom rodziny Zandarashvili w Sighnagi

Najczęściej sypiam w namiocie, nie inaczej było też podczas eksplorowania Kaukazu. Ale człowiek chce się raz na jakiś czas porządnie umyć i wyspać bez plecaka pod stopami. Dodatkowo tyle się nasłuchałam o tym, że najlepsze jedzenie w Gruzji jest w gościńcach. Kiedy więc wylądowaliśmy w Sighnaghi, a w obezwładniającym upale nie chciało nam się szukać miejsca na namiot, zdecydowaliśmy, że to jest ten moment. Na porządne jedzenie i łóżko w rozsądnej cenie.

Staliśmy na jednym z głównych placów miasteczka, kiedy zatrzymał się przy nas samochód. „Cześć, jestem David, jeśli macie Lonely Planet – jestem na pierwszy miejscu” – powiedział ciemnowłosy mężczyzna, zachwalając noclegi za 10 GEL/os. i podając nam wizytówkę. Nie byliśmy przekonani do tak nachalnej promocji, zresztą chcieliśmy jeszcze zobaczyć Bodbe, zanim gdzieś się zadokujemy. Po południu okazało się, że guesthouse Davida jest rzeczywiście najtańszy w mieście. Zadzwoniliśmy, przyjechał (!) po nas i nasze ciężkie plecaki i zawiózł do siebie. Strzał w 10.

To miejsce trudno przeoczyć To miejsce trudno przeoczyć (Mateusz J.)

Dom rodziny Zandarashvili jest bardzo duży. Pokoje o różnym standardzie są na każdym piętrze, zaczynając od najprostszych (ale nadal prywatnych) na dole, ze wspólną łazienką, a kończąc na nowiutkich apartamentach z łazienką i balkonem. A balkon w tym miejscu to rzecz istotna, bo widoki na góry są niesamowite. Na szczęście można je podziwiać także z werandy przylegającej do jadalni. Wspólne łazienki są czyste, pokoje jak na dwójki całkiem przestronne (chociaż oczywiście wzięliśmy opcję najtańszą). Można korzystać ze wspólnego komputera, do woli herbata i kawa.

Początek kolacji. Niech Was nie zmylą małe porcje, gdy tylko jeden stawał się pusty, pojawiał się następny. Początek kolacji. Niech Was nie zmylą małe porcje, gdy tylko jeden stawał się pusty, pojawiał się następny. (Mateusz J.)

Dość o spaniu, bo to jedzenie jest głównym bohaterem tego miejsca. Jedzenie i sympatyczna gruzińska rodzina. Za 20 lari (15 dla wegetarian) dostaniemy śniadanie i obiadokolację. Wierzcie mi, nie będziecie w stanie tego przejeść. A jest co – kuchnia na wskroś gruzińska, z masą warzyw i owoców. Na zimno i na gorąco, na wspólny stół ciągle wjeżdżają dokładki. Gospodarze podają też wino domowej roboty, bez limitu (tu akurat nie będę się przesadnie zachwycać). Przy stole cała masa turystów – akurat za tłumami nie przepadam, ale da się wytrzymać. David i jego rodzina doradzą gdzie pojechać, załatwią bilety, namówią kierowcę marszrutki, by najpierw podjechał pod ich dom itp. itd… A kiedy wyczują, że nie jesteś zblazowanym turystą, jak poznane tam Francuzki, które nie pytały nawet o ceny, dowiesz się wielu ciekawych rzeczy o Gruzji.

Z czystym sumieniem zachęcam do odwiedzania Davida i jego rodziny, nawet na jedną noc. To dobre miejsce wypadowe na zwiedzanie Kachetii, a skoro trafiają tu też rodziny z dziećmi… kto wie, może następnym razem zostaniemy na dłużej? 

Notatki o podobnych miejscach: