Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Kobair

Monastyr ukryty w lesie

Ormiańskie klasztory, choć niesamowicie wiekowe, są w zadziwiająco dobrym stanie. Niekoniecznie nadal są miejscem kultu, ale ściany i dachy stoją, nic się nie zawala, ogromne mury są tak samo imponujące, jak wtedy, kiedy powstały (czyli w wielu wypadkach przed X wiekiem). Dlatego tak zdziwił mnie Kobair, wyglądający raczej jak romantyczna ruina niż potężny monastyr. Mimo swojego stanu, to jeden z najważniejszych średniowiecznych kompleksów w Armenii.

Tak wygląda w większej części monastyr Tak wygląda w większej części monastyr (Mateusz J.)

Kobair leży w rejonie Lari, znanym z monastyrów o wartości światowej (Odzun, Hagpat, Sanahin). Wszystkie są w odległości kilku, kilkunastu kilometrów od siebie. I tak jak Hagpat, Sanahin i Odzun są łatwo dostępne i widoczne z daleka, tak Kobair, a raczej to, co z niego zostało, kryje się w lesie. I instrukcja z Lonely Planet wcale nie uczyni znalezienia go łatwiejszym, a wręcz przeciwnie – ja błądziłam godzinę, chociaż od głównej drogi idzie się góra 15 minut.

Kobair wzniesiono w XII wieku na zlecenie księżniczki Kyurikian. Szybko trafił w ręce ormiańskiej rodziny Zakarian, poddanej władcom gruzińskim – stąd też liczne inskrypcje po gruzińsku. W XIII wieku wzniesiono dzwonnicę, kryjącą również grobowce. Ostatecznie kompleks składał się z trzech kościołów, mauzoleów, refektarza i kaplic. Dziś większość to ruina, gdzieniegdzie stoją chaczkary. O dziwo to pozornie opuszczone miejsce jest nadal odwiedzane przez wiernych – palą się świece, stoją obrazki. 

Przepiękne freski niestety zasłaniają rusztowania Przepiękne freski niestety zasłaniają rusztowania (Mateusz J.)

Niewielki kawałek kopuły Kobairu widać z drogi do Wanadzor – ale tylko jeśli się spojrzy w tamtą stronę. Drzewa są idealną kryjówką. Monastyr to dzisiaj ruiny, chociaż dzwonnica została niedawno porządnie odnowiona, a robiące niesamowite wrażenie freski pokrywają rusztowania. To ze ściennych malowideł słynie Kobair i nic dziwnego. Są przepiękne i w otoczeniu powalonych ścian i gruzu robią jeszcze większe wrażenie. Warto wyjść za mury monastyru (na lewo od fresków), aż do ogromnej jaskini. Natura i kultura w jednym miejscu. Widok z odnowionej dzwonnicy też jest wart uwagi. Polecam również wyjście ponad monastyr, by podziwiać go w całej okazałości. Wygląda trochę jak zawalone świątynie, zabrane przez naturę. Kobair wzniesiono na zboczu wąwozu rzeki Debet, razem tworzą idealny obraz.

Najlepiej zachowana (poza dzwonnicą) część Kobairu Najlepiej zachowana (poza dzwonnicą) część Kobairu (Mateusz J.)

Jak się tam dostać? Marszrutką z Wanadzor lub Alaverdi, wystarczy wysiąść w odpowiednim miejscu, ewentualnie taksówką lub autostopem. Jadąc z Alaverdi w stronę Wanadzor, trzeba skręcić w niewielką uliczkę tuż za znakiem miejscowości „Kobair” (chwilę wcześniej po prawej stronie miniemy niewielką białą stację kolejową). Przechodzimy pod mostem kolejowym (wcale nie w stronę stacji i kamiennymi schodami w górę, to właśnie ten fragment z LP wyprowadził mnie na manowce) i idziemy w górę wzdłuż naprawdę grubej metalowej rury. Wchodzimy do bardzo biednej wsi, wygląda tak, jakbyśmy wtargnęli na czyjeś podwórko, ale to nadal droga do monastyru. Trzymajmy się ścieżki i rury, a potem jej nieco cieńszego odgałęzienia. W końcu dojdziemy do zagospodarowanego źródełka z metalowym kranem. Dalej droga jest już prosta, w górę po schodach, kamieniach i ścieżce, aż do samego monastyru, który będzie już dobrze widoczny.

Notatki o podobnych miejscach: