Z wizytą na Kaukazie
8 osób
Moderatorzy:
    Agata Ola
Autorzy strony:
    Ola Mateusz Agata
Subskrybenci:
    bt Ola Agata Antisaina Grzania Mateusz Malgorzata blacknona

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Idziemy do łaźni

Jedziesz do Gruzji? Będąc w Tbilisi nie zapomnij wybrać się do łaźni. To bądź co bądź niezapomniane przeżycie, o któym będziesz potem mógł opowiadać dzieciom - "tak, byłem w gruzińskiej łaźni i przeżyłem".

Dobra, żarty na bok. Tak naprawdę doświadczenie określiłabym może i jako siermiężne, ale.. ma swój urok i klimat. Mieszkając w Gruzji starałam się tam bywać przynajmniej raz w miesiącu - zwłaszcza zimą, gdy ogrzewanie w mieszkaniu nie domagało. Łaźnie, poza tym, że nie brakuje w nich ciepłej wody, mają jeszcze jedną zaletę - pobudowano je nad źródłami siarkowymi, więc woda poza tym, że pachnie zgniłym jajkiem, to dobrze działa m.in. na problemy z cerą. Ma też jeszcze jedną właściwość - ale o tym za chwilę.

Łaźnie z charakterystycznymi kopulastymi dachami Łaźnie z charakterystycznymi kopulastymi dachami (Aleksandra Foryś)

Gdzie?

Do dzielnicy łaźni, Abanotubani, zwiedzając Tbilisi i tak traficie, bo jest na starym mieście, poniźej twierdzy Narikala. Do wyboru macie tam kilka obiektów. Najbardziej znana - niebieska Orbeliani - jest obecnie nieczynna. Jedne są prywatne (Royal Bath), drugie publiczne (Łaźnia publiczna nr. 5) -  przy czym publiczne nie znaczy koedukacyjne.

Główna róźnica polega na cenie i na tym, czy będziesz oglądać obcych ludzi i sam będziesz przez nich oglądanym. Cena za odrobinę prywatności jest dosyć wysoka, bo o ile za wizytę w łaźni publicznej zapłacimy 2-3 GEL od osoby (ok. 4-6 zł), to jeśli chcemy wynająć łąźnię prywatną, to musimy się liczyć z kosztami w wysokości 30-40 GEL (ok. 60-80 zł) za godzinę.

Nieczynna łaźnia Orbeliani - ponoć tutaj kąpieli zażywał sam Puszkin Nieczynna łaźnia Orbeliani - ponoć tutaj kąpieli zażywał sam Puszkin (Aleksandra Foryś)

Jak?

Idąc do łaźni zabierzcie z sobą mydło, klapki i ręcznik - chyba że chcecie aby wyszorowała Was łaziebna (lub jej męski odpowiednik). Wtedy nie zapomnijcie zabrać dodatkowo 5-10 GEL. Osobiście bardzo polecam ten ostatni wariant. Dlaczego? Bo nigdy przedtem, ani potem nie będziecie tacy czyści. Panie pracujące w łaźniach do szorowania używają specjalnej mikstury domowej roboty na bazie octu. Płyn, wchodząc w rekację z siarką, tworzy delikatny kwas, który rozpuszcza martwy naskórek. I ten naskórek jest z Was potem zdzierany przy pomocy rękawicy zrobionej z kawałka dywanu. Wszystkie czyścioszki (w tym ja sama) mogą się przy tej okazji bardzo zdziwić, jakimi tak naprawdę byli brudaskami.

Wchodząc do łaźni najpierw płacimy za wizytę. Potem rozbieramy się w szatni, z której przechodzimy do łaźni "właściwej". Wchodzimy tylko z kosmetykami, na golasa (ale w klapkach) - ręcznik zostawiamy w szafce. W łaźniach do wyboru mamy basenik z wodą i prysznic. Po kąpieli w baseniku absolutnie nie bierzcie potem zimnego prysznicu - zwłaszcza jeśli macie problemy z krążeniem, bo to się może skończyć utratą przytomności.

Mozaika na łaźni Orbeliani Mozaika na łaźni Orbeliani (Aleksandra Foryś)


Jeśli nie łaźnie, to co?

Jeśli mimo wszystko nie przekonalam Was do wizyty w łaźni, to będąc w tamtej okolicy (czyli w dzielnicy Abanotubani) przespacerujcie się kawałkiem chodnika, który biegnie wzdłuż strumyka i łaźni. Koniecznie idzicie do samego końca - gdyż tam spotka Was przyjemna niespodzianka w postaci wodospadu, którym kończy się strumień, ciągnący się przez ogród botaniczny.

Wodospad na tyłach łaźni Wodospad na tyłach łaźni (Aleksandra Foryś)

Mówi się o tym we wpisach (lub komentarzach do nich):