Obrazki z wakacji
6 osób
Moderatorzy:
    pinot

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

23/03/12 od maria

Mongolia – klasztor Ongijn Chijd

Impresje na temat buddyjskich świątyń, mijanych po drodze, podczas podróży

Wracając z pustyni na południu kraju, ustalamy trasę wycieczki przez Karakorum (czyli dawną stolicę Mongolii), a po drodze zaglądamy do ruin największego kompleksu klasztornego na pustyni Gobi, czyli do Ongijn Chijd.
Ruiny nagle wyrastają z pustynnego krajobrazu.
 

(A.Pankowska)

 
Są to pozostałości siedemnastu świątyń, zbudowanych w stylu tybetańskim. Ten zniszczony i opuszczony ośrodek buddyzmu wywołuje u mnie stan melancholii - w kiepskim stylu odbudowywana jest powoli jedna świątynia. A tak to mogę tylko sobie wyobrażać, jak wyglądała reszta, jak w tym świętym mieście toczyło się życie. Sama snuję się po tych wypalonych słońcem ruinach i w wyobraźni widzę, jak setki mnichów, w tych swoich rudych szatach, odprawiają codzienne rytuały, palą kadzidła, śpiewają mantry. Jak grają na tych dudniących bębnach – kiedy to miejsce tętniło życiem i było centrum buddyzmu w tej części Azji. A teraz pustka, pustynia. W tym wiecznie szalejącym wietrze słychać, a raczej czuć, cichy płacz – za utraconym kawałkiem kultury.
     

(A.Pankowska)

 
Klasztor był domem dla około kilkuset mnichów – to tutaj studiowali młodzi adepci. W 1939 roku cały kompleks został zniszczony, w latach dziewięćdziesiątych wróciło tutaj kilku mnichów i starają się oni odnowić to miejsce. Na ulotce informacyjnej którą dostaliśmy przy wejściu jest napisane, że to miejsce odwiedza rocznie więcej niż pięćdziesiąt tysięcy osób - i ta liczba ciągle rośnie.
Gdy przekroczyliśmy prowizorycznie ustawioną bramę, jak spod ziemi pojawiła się zawinięta w przewiewną, lekką chustę kobieta. „I’ll be your guide today”. Na początek zaprowadziła nas do studni. Pyszną, lodowatą wodę, o dosyć ciekawym, bliżej nieokreślonym posmaku, wyciąga się za pomocą … wiadra uszytego ze starej dętki. Swoją drogą to bardzo praktyczne rozwiązanie. Wiadro jest elastyczne, łatwe w użyciu, łatwe żeby z niego pić. Dosłownie rzuciliśmy się na tę ZIMNĄ wodę.
 

(A.Pankowska)

 
Dalej wchodzimy do jurty-muzeum, gdzie zgromadzone są ostałe przedmioty, ocalone podczas komunistycznych czystek kulturowych. Największe wrażenie zrobiła na mnie misa z sklepienia czaszki ludzkiej. Odnalazłam na niej takie struktury jak sulcus saggitalis superior i foramen parietalis. Mimo że wewnątrz niej przechowywane były jakieś kolorowe wstążki. I w końcu wizyta w świątyni, jest to jedyny zrekonstruowany budynek. Buty musimy zostawić przed wejściem, by po świątyni chodzić boso. W środku natomiast trzeba poruszać się według wskazówek zegara.
Pomieszczenie jest dość niskie i niezwykle kolorowe, a żółte, czerwone, pomarańczowe materiałowe abażury zwisają ze sklepienia. Przy ławach leżą skrypty pozawijane w kolorowe, przeszyte złotymi nićmi materiały i ciekawe instrumenty muzyczne, które są używane do rytuałów: muszle, bębny…. Na końcu sali widzimy ołtarzyki, malowidła. A ten cały widok uzupełnia zapach kadzideł i maślanych lampek.
 

(M.Rupińska)

 
Na koniec wizyty w Ongijn Chijd wspinam się na najwyższe wzniesienie w tym opuszczonym mieście – znajdują się tam mury, pozostałości jakiejś ceramicznej posadzki i tylko wszechobecne, łopoczące na wietrze niebieskie szarfy.

(A.Pankowska)

  • (A.Pankowska)
Ostatnio komentowane na stronie:
18/02/2014 AgnesO

Praga w trzy dni

2 komentarze, ostatni z 27/04/2014 od Mateusz
10/02/2012 maria

Wielbłądy

Przejażdżka po pustyni Gobi
2 komentarze, ostatni z 15/02/2012 od maria
25/09/2011 Agata

Być jak James Bond

Tama na rzece Verzasca
4 komentarze, ostatni z 26/09/2011 od pinot