Obrazki z wakacji
6 osób
Moderatorzy:
    pinot

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Marokańskie 'nic'

Marokańskiej podróży część pierwsza: Agadir- Marrakesz

 

W Maroku spędziłam dwa tygodnie, więc musiało spotkać mnie kilka przygód. Wyruszyliśmy z Warszawy przez Berlin aż do Agadir, czyli pięknego turystycznego kurortu w Maroku. Naturalnie znienawidzonego przeze mnie. Od pana, który chciał wcisnąć mi najprawdziwsze „szlachetne kamienie z Sahary” dowiedziałam się, zgodnie z prawdą, że miasto zostało zniszczone w 1960 roku przez trzęsienie ziemi i odbudowane już w kompletnie niemarokańskim stylu. 
 
Plaże wypełnione były Niemcami i Francuzami. Marokańczyków można było spotkać jako sprzedawców owych szlachetnych kamieni, badziewiastych ‘niezwykle cennych’ bransoletek i jako obsługę hotelową. Chciałam prędko uciec z tego miejsca, bo przypominało mi miejsce moich młodzieńczych wypadów- Władysławowo. 
 
W przewodniku przeczytaliśmy, że czeka nas niezły spacer po dziesięciokilometrową plażą. I tutaj spotkało nas kolejne rozczarowanie, ponieważ duża jej część była zamknięta dla turystów. 
 
Opuściliśmy zatem to ‘piękne’ miasto następnego dnia, ruszyliśmy do Marrakeszu. Tym razem Maroko mnie urzekło. Jednak nie było tak łatwo… Znalezienie dworca w Agadirze graniczyło z cudem. Szczęśliwie dotarliśmy piętnaście minut przed odjazdem naszego autobusu. Stawiliśmy się na nasze stanowisko, ale nigdzie nie zauważyliśmy naszego pojazdu. 
 
Usiedliśmy na ławce i czekaliśmy… Punktualnie o 14 nadjechał nasz autobus. Jednak zanim zdążyliśmy wstać, zdążył odjechać. Mateusz rzucił się za nim w pogoń, jednak nie przyniosło to oczekiwanych od nas rezultatów. Moje zdenerwowanie nie znało granic, ale Mati i mój plecak odczuli je niesamowicie silnie.
 
Siedzimy i nagle spoglądam na mój zegarek, który pokazuje mi 13.10. Hmm… o co chodzi? Mateusz, przestawiłeś zegarek? Z ust towarzysza mojej podróży wydobył się gromki śmiech. 
 
Jesteśmy w Marrakeszu, godzina 23- zimno, ciemno. Gdzie by tu spać? Po dwóch godzinach znaleźliśmy się w ‘hotelu’, który wyglądał podobnie do mojego akademikowego pokoju, tylko był dwukrotnie mniejszy, miał zardzewiały prysznic i zbitą szybę w oknie. Od razu mi się spodobał!
 
Następnego dnia ruszyliśmy poza medinę, aby zobaczyć, jak żyją ludzie. I tutaj zobaczyliśmy prawdziwy Marrakesz. Chociaż zanim przedarliśmy się przez plac Dżamaa al-Fina, gdzie niemalże rzucano w nas wężami i wręczano wszystko ‘za darmo’, a później przez suki- minęło sporo czasu. Kilkoro ludzi zatrzymywało nas mówiąc ‘Tam nic nie ma!’. 
 
A ja naprawdę zakochałam się w tym ‘nic’. Pranie wystające z małych okien, obdrapane budynki, powybijane szyby, śmieci pod domami i… uśmiechnięte dzieci, biegające bez butów, w krótkich spodenkach i pieczywem w rękach.
 
Mnie takie ‘nic’ zdecydowanie przekonuje, ja kocham takie ‘nic’. To ‘nic’ utwierdza mnie w przekonaniu, że warto jeździć, że warto patrzeć i mieć otwarte oczy i wchodzić tam, gdzie inni nie chcą i się boją. Tam gdzie nic nie ma, ja zaczynam wędrówkę i dobrą zabawę! 
Ostatnio komentowane na stronie:
18/02/2014 AgnesO

Praga w trzy dni

2 komentarze, ostatni z 27/04/2014 od Mateusz
10/02/2012 maria

Wielbłądy

Przejażdżka po pustyni Gobi
2 komentarze, ostatni z 15/02/2012 od maria
25/09/2011 Agata

Być jak James Bond

Tama na rzece Verzasca
4 komentarze, ostatni z 26/09/2011 od pinot
Notatki o podobnych miejscach: