Na wirsycku
7 osób
Moderatorzy:
    Agata Antisaina
Autorzy strony:
    Antisaina Agata
Subskrybenci:
    SKIP Agata Atavus Antisaina AgnesO ruda Maciej

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: tylko niezaufani
RSS RSS
Zarejestruj się

09/01/12 od Agata
W temacie: Góry górą

Zakopani w śniegu

Trochę samotności w Beskidach zawsze się znajdzie. Szczególnie zimą.

Styczeń. W dolinach leje. Wystarczy jednak wsiąść do trochę przegrzanego pociągu, wysiąść w Milówce, Węgierskiej Górce czy Rajczy i pójść w górę. Niemal niezauważanie deszcz przechodzi w śnieg. Zima schowała się w całkiem niezłym miejscu. Im wyżej, tym bardziej Beskid Żywiecki jest zasypany śniegiem. Na kimś, kto po górach chodzi tylko w okresie wiosenno-letnio-jesiennym zrobi to niemałe wrażenie.

Przede wszystkim drzewa. Tysiące odcieni bieli i srebra na świerkach, nielicznych bukach, pojedynczych jodłach i jaworach. Gałęzie ciężkie od śniegu. W miarę jak oddala się od strumieni, robi się coraz ciszej. Nie słychać fruwających płatków. Na szlaku ciężko kogoś spotkać, jakby turyści ukryli się w schroniskach. Ale jednak ktoś szedł, szlak jest przetarty. Na szczęście. Bo kiedy nagle ślady się urywają i trzeba torować sobie drogę w głębokim, sięgającym ud nawianym śniegu – piękno zimy dziwnym trafem schodzi na drugi plan. Mi wystarczyło kilka kroków. Potem pozwoliłam zająć się pływaniem w bieli komuś bardziej doświadczonemu. I silniejszemu.
 
Sople Sople (M.Jabłoński)

Zima jeszcze wbrew pozorom nie jest w pełni, śniegu potrafi byś dużo więcej, a i mróz bardziej siarczysty, wiatr silniejszy. Dlatego pierwszy raz warto wybrać się zanim tak naprawdę nadejdzie. Żeby nie skakać na głęboką wodę. I tak zabierze się za dużo ciepłych rzeczy, bo przecież góry i zima, nowe połączenie. Zaskakujące, że wcale nie trzeba mieć na sobie aż tyle. Byle buty i stuptuty nie przemakały. Szczególnie że skakanie w te śliczne zaspy jest tak kuszące.

Trasę można wybrać wedle uznania, dodając do szacowanych czasów przejść ok. 30% (śnieg). Chociaż nie zawsze, bo schodzenie w śniegu po kolana jest dużo łatwiejsze niż latem. Nie trzeba przejmować się kamieniami, błotem. Po prostu szybko sunie się w dół, dając się porwać. I jest się przed czasem. W rejonie Milówki i Rajczy jest wiele schronisk, m.in. na Hali Boraczej, Lipowskiej czy oddalonej od niej o 15 minut Rysiance, więc nie będzie problemów z noclegiem. Chociaż…może by tak spać inaczej…?

Podobno w Beskidach jest wiele chatek, w których można zostać na noc. Także zimą, bo niektóre są zaopatrzone w proste piece opalane drewnem. Jedna z nich przycupnęła niedaleko Hali Rysianka. Gdzie dokładnie? Pozwolę sobie zachować w tajemnicy. To, że niewiele osób o niej wie, jest niewątpliwie atutem. Chatki nie ma też na żadnej mapie. Spędzenie kilku nocy w takim miejscu jest jak z bajki. Nierealne. Brzmi banalnie, ale tak po prostu jest. Dookoła zwały śniegu, sople na dachu, ciemno. I pusto. A w środku tak gorąco, że nie da się chodzić inaczej, niż w samej bieliźnie. Ciepłe śpiwory niezbyt się przydają. Piec szybko rozgrzewa się do czerwoności, w kociołku bulgoce górski rarytas, czyli wszystko ze wszystkim. Dookoła porozstawiane świeczki, żeby cokolwiek widzieć. W termosie herbata z za dużą ilością cukru. Drewna trzeba narąbać samemu. Tak samo przynieść wodę ze strumyka. Umyć się śniegiem. Słuchać obudzonej przez ciepło myszy, próbującej ukraść rodzynki. Rozmawiać do późna. To tylko mały wycinek dwóch nocy w beskidzkiej chatce.

Zima może straszyć debiutanta. Szybko zapadającym zmrokiem, wciskającym się wszędzie śniegiem, cięższymi podejściami, kiepską widocznością. Ukrywa swoje zalety. A zakopanie się w śniegu wcale nie jest takie złe. Póki nie jest zbyt głęboki. My się zimy nie boimy?
 
  • (M.Jabłoński)
  • piec piec (M.Jabłoński)
Notatki o podobnych miejscach: