Na Pomorzu
4 osoby
Moderatorzy:
    pioter

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Wielka Sala Rady w gdańskim Ratuszu

Sanktuarium republiki

Wielka Sala Rady w gdańskim Ratuszu, zwana też Czerwoną ze względu na kolor ścian i obić, wygląda jak reprezentacyjny salon i galeria sztuki zarazem. Bogato udekorowana, pełna obrazów i ornamentów, bez sprzętów utrudniających ich oglądanie, za to z reflektorami rozświetlającymi niezwykły strop, jest dziś pomieszczeniem muzealnym, niegdyś jednak pełniła funkcję jak najbardziej użytkową - była miejscem posiedzeń Rady Miejskiej.
 
Sala Czerwona Sala Czerwona
 
Wygląd sali niewiele się zmienił od początku XVII wieku, kiedy to została ozdobiona dziełami malarskimi i wyrafinowaną snycerką przez holenderskich mistrzów. Jej wyposażenie - wywiezione przed walkami 1945 roku przez konserwatora miejskiego, Ericha Volmera - szczęśliwie przetrwało wojnę, a potem wróciło na swoje miejsce. Dzięki temu salę możemy podziwiać w wystroju, jaki nadali jej artyści, gdy Gdańsk był u szczytu swej potęgi handlowej i kulturalnej.
 
Na jej ścianach znajduje się m.in. siedem obrazów Hansa Vredemanna de Vriesa z cyklu "Cnoty obywatelskie" namalowanych w latach 1594-95. De Vries udekorował również strop sali, ale jego prace zostały szybko zastąpione alegorycznymi obrazami jego ucznia, Izaaka van den Blocke. Historycy przypuszczają, że tak sie stało dlatego, że pierwsza wersja stropu nie w pełni odpowiadała zleceniodawcom z Rady Miejskiej. Prawdopodobnie bardziej z powodów ideowych niż estetycznych, albowiem w dekorowaniu sali nie chodziło tylko o nadanie jej pięknego wyglądu, lecz również o treść przedstawień, o czym może świadczyć efekt końcowy, który znamy. Zdaje się być on skrupulatnie zaplanowany jak jakiś traktat religijno-polityczny. Zbudowany z obrazów, alegorii i inskrypcji miał przedstawiać ideę miejskiej republiki, promować wartości obywatelskie, ale i przypominać rajcom o ich powinnościach wobec Gdańska i jego mieszkańców. Nie mogło być tu mowy o dowolności artystycznej, wszak sala była miejscem, w którym urzędowała najwyższa władza w mieście, mieście - dodajmy - funkcjonującemu dzięki swojej dużej autonomii na prawach nieomal państwa.

Herb Gdańska nad kominkiem z napisem Herb Gdańska nad kominkiem z napisem "Uważaj na republikę jak na ogień". Obok obrazy poswięcone cnotom, z lewej "Wolność" z prawej "Stałość".
 
Cykl Vriesa składa się z obrazów "Sprawiedliwość", "Mądrość", "Pobożność", "Zgoda", "Wolność", "Stałość" i "Sąd Ostateczny". Pierwsze sześć traktuje o istotnych cnotach, jakie przyświecać powinny społeczności, z kolei ostatni, wieńczący cykl  - "Sąd ostateczny" umieszczony w układzie przestrzennym blisko otwierającej go "Sprawiedliwości" - podkreśla wagę tej cnoty dla republiki, ale przede wszystkim przywołuje prawo boskie i sankcję transcendentną, której podlegają wszyscy, również rządzący.
 
"Sąd ostateczny" de Vriesa w Sali Czerwonej. Napis niegdyś umieszczony pod obrazem mówił: "W końcu świata nadejdzie Bóg, zjednoczy zdruzgotany świat i każdy odbierze swa nagrodę, jaka mu się należy" (cytat za Teresa Grzybkowska, "Między sztuka i polityką. Sala Czerwona ratusza gdańskiego".
 
W ogóle dzieła w sali posiedzeń Rady pełne są odniesień religijnych i motywów biblijnych. Z dziewięciu głównych obrazów na stropie tematyce biblijnej poświęcone są trzy ("Król Jozafat ustanawia sędziów", "Modlitwa Salomona" i "Upadek Jerycha"). Nasycenie sali odwołaniami do Pisma Świętego nie dziwi, albowiem w czasie, gdy urządzano ją, większość w Radzie mieli patrycjusze wyznania kalwińskiego, radykalnego w głoszeniu powrotu do Pisma. Zastanawia za to nagromadzenie malowidel w sali, wszak równie radykalnie ewangelicy podchodzili do kultu obrazów. Reformacja "wierzyła w prawdę słów, nie ufała obrazom" - pisał prof. Jan Białostocki, ale zarazem zauważał, że holenderscy kalwiniści - a tacy właśnie mieli wówczas największe wpływy w Gdańsku - do sztuki podchodzili inaczej niż protestanci w innych krajach. Być może to też tłumaczy świetność, jaką przeżywała wtedy holenderska sztuka i architektura. Niderlandzcy malarze - pisał - "byli jedynymi bodaj artystami mogącymi konkurować w XVII wieku z malarską produkcją katolickiej Italii". Treści religijne pokazywali jednak inaczej niż Włosi, inaczej też niż malarze w średniowieczu. Porównajmy na przykład przywołany tu obraz de Vriesa do "Sądu ostatecznego" Memlinga. Nie ma na nim już postaci świętych wokół Zbawiciela, są za to alegorie Łaski, Miłosierdzia, Sprawiedliwości i Prawdy. Przekaz bardziej abstrakcyjny niż u Memlinga i zgodny z reformacyjnym duchem odrzucania kultu świętych. Popatrzmy też na obraz Izaaka van den Blocke przedstawiający biblijnego króla Judy - Jozafata. Dla protestantów ważnego z tego powodu, że przeprowadził reformę kultu religijnego wymierzoną w bałwochwalstwo. Obraz jednak odnosi się do innej zasługi króla, a mianowicie do ustanowienia przez niego sędziów, którzy mieli pilnować przestrzegania Prawa. Wewnątrz znajduje się łaciński napis przypominający znamienne słowa wypowiedziane przez Jozafata do sędziów: "Baczcież, co czynicie; bo nie ludzki sąd odprawujecie, ale Pański" (2 Krn 19 w przekładzie "Biblii Gdańskiej"). To słowa z Pisma są istotą przesłania dzieła, a jego warstwa estetyczna wydaje się tylko uzupełnieniem i udekorowaniem ich.
 
Król Jozafat ustanawia sędziów Król Jozafat ustanawia sędziów
 
Żeby jednak rozkwit artystyczny był możliwy, musieli znaleźć się mecenasi i zleceniodawcy. W Gdańsku, który czerpał ogromne zyski z handlu, ich nie brakowało. Gdańscy rajcy część ogromnych dochodów miasta przeznaczali na rozbudowę i upiększenie miasta, w tym również Ratusza, który miał podkreślać zamożność patrycjatu i w ogóle Gdańska. Pomysł na udekorowanie Sali Wielkiej Rady mógł podsunąć jeden z nich - Johann Speimann - który wsławił się uratowaniem Wenecji od klęski głodu dzięki zorganizowaniu dostaw polskiego zboża, za co nawet otrzymał od papieża Klemensa VIII tytuł szlachecki. W Wenecji mógł zachwycić się salą senatorską w Pałacu Dożów, do której Sala Czerwona nieraz jest porównywana, ale też bliżej poznać ustrój włoskiego miasta-państwa, bogatej republiki będącej wzorem dla gdańskiego patrycjatu. Zresztą ciekawe, że rajcy gdańscy kazali siebie określać mianem senatorów, używanym również w Wenecji, ale będącym nawiązaniem do tradycji republikańskiego Rzymu. Aż trzy inne obrazy główne na stropie odwołują się do czasów starożytnego Rzymu, wszystkie zdają się być pochwałą cnót republikańskich i wyrażają niechęć do cesarstwa. To drugi - obok religijnego - ważny temat traktatu Sali Czerwonej.
 
Jak widzieli swoje miasto gdańscy rajcy, pokazuje największy obraz na stropie, nazywany "Apoteozą Gdańska". To przedstawienie idealnego miasta, republiki mieszczańskiej bogacącej się dzięki sprzedaży zagranicę towarów przypływających Wisłą z głębi Rzeczpospolitej. Również na nim mocno zaznaczone są motywy sakralne: na samej górze tetragram i alegoryczna ręka Boga trzymająca, no właśnie, nie wieżę kościoła, lecz wieżę ratusza. To znak boskiej opieki nad miastem i jego władzami, ale przede wszystkim łaski niezbędnej według protestantów dla życia etycznego i powodzenia. Dzięki niej miasto żyje w przymierzu z Bogiem wyrażonemu na obrazie rysunkiem łuku tęczy i napisem przy nim "Łączy nas łuk niebieski".
 
Apoteoza Gdańska Apoteoza Gdańska
 
To bardzo skrótowa prezentacja Sali Czerwonej i jej obrazów, zaledwie zachęta do jej odwiedzenia. Opis wszystkich elementów Sali znajdziecie w ładnie wydanym albumie Teresy Grzybkowskiej "Między sztuka i polityką. Sala Czerwona ratusza gdańskiego" (Warszawa 2003). 
 

Mówi się o tym we wpisach (lub komentarzach do nich):