Historia Cywilizacji
12 osób
Moderatorzy:
    pioter MarcinSz.
Autorzy strony:
    MarcinSz. Atavus Ola pioter WiktorOnoff Agata pinot

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: autorzy
Moderacja: po publikacji
RSS RSS
Zarejestruj się

Romantyczny powab gruźlicy

Irlandzki poeta Tom Moore odwiedził kiedyś słynnego angielskiego romantyka Lorda Byrona. W pewnym momencie wizyty Byron spojrzał w lustro. – Wyglądam blado – powiedział z satysfakcją. – Powinienem chcieć umrzeć na gruźlicę!

- A to niby dlaczego? – spytał Moore.

- Bo wtedy wszystkie damy mówiłyby: „Patrz na tego biednego Byrona, jak on interesująco wygląda, umierając” – odparł artysta.

W pierwszej połowie XIX wieku gruźlica była czymś w rodzaju dzisiejszej anoreksji. W pewnych kręgach, głównie artystycznych, stała się modną chorobą. Szczególnie ważna była jedna jej cecha: powracające okresy dużej aktywności chorego. W tych właśnie gorączkowych momentach wielu artystów zabierało się z pasją do pracy, tworząc nieraz najważniejsze dzieła swojego życia. Choroba dawała twórcy „odlot”,  jak dziś byśmy powiedzieli. Efekt mógł być jeszcze wzmocniony przez świadomość artysty, że niewiele już pozostało dni i musi spieszyć się, by zrealizować swoje zamierzenia. Stąd też rozpowszechniło się przekonanie – wcale nie tak dalekie od prawdy – że gruźlica sprzyja geniuszowi. Ówczesne nazwy choroby – polskie „suchoty” czy angielska „consumption” – brzmiały w uszach szlachetnie. „Consumption”, czyli po polsku „zużycie”, można było interpretować jako zużycie organizmu w efekcie pracy artystycznej.

Przy tym wszystkim uważano błędnie, że gruźlica zapewnia lekką, estetyczną i bezbolesną śmierć, a skórze nadaje pożądaną, modną wówczas bladość. Niektórzy dążyli nawet do tego, by się zarazić, podobnie jak dziś anorektyczki zaprzestają jedzenia, by osiągnąć pożądany wygląd sylwetki. W oczach ówczesnych elit gruźlik niezwykle korzystnie prezentował się na tle ludzi dotkniętych innymi strasznymi chorobami owych czasów, jak ospa prawdziwa czy cholera. Ta pierwsza szpeciła ciało bolesnymi wypryskami, druga powodowała niekontrolowane wymioty i wypróżnienia i szpeciła twarz chorego poprzez wyostrzenie jej rysów. Obie w błyskawicznym tempie wyniszczały człowieka, nie dając mu szansy na twórcze wzloty. Tymczasem gruźlica mogła przez dłuższy czas rozwijać się powoli, nie wchodząc w fazę pełnoobjawową. Jedyny jej aspekt, który mógł estetycznie odpychać – plucie krwią – umiejętnie ukrywano, dyskretnie przykładając do ust chusteczki.

Dopiero wraz z postępami uprzemysłowienia obraz choroby w oczach elit zaczął się zmieniać. Coraz częściej dostrzegano, że gruźlica zbiera największe żniwo w biednych dzielnicach miast przemysłowych, tam, gdzie panuje nędza, niedożywienie i ciasnota. W napisanej w 1866 roku powieści „Zbrodnia i kara” Fiodor Dostojewski przedstawił już chorobę w zupełnie innym świetle niż romantycy. By zarobić na życie po śmierci męża,  gruźliczka Katerina Iwanowa wychodzi ze swoimi dziećmi na ulicę i śpiewa dla przechodniów, którzy czasem rzucą jej parę kopiejek. Aresztowana przez stójkowego, próbuje uciec, ale osłabiona chorobą pada na ziemię. Charczy i rzęzi, a z jej ust tryska krew. – Już to widziałem. To jest gruźlica – mówi policjant.

  • Pierwsze sanatorium przeciwgruźlicze założono na terenie Polski w 1859 r., w malowniczo położonym Sokołowsku. Dziś ta nieco zapomniana miejscowość, zwana kiedyś „polskim Davos”, jest centralnym punktem Parku Krajobrazowego Sudety Wałbrzyskie: http://sokolowsko.pl/
  • Gruźlicę zdiagnozowano m.in. u Fryderyka Chopina Gruźlicę zdiagnozowano m.in. u Fryderyka Chopina (Louis-Auguste Bisson/Musée de la Musique/CC-PD-Mark)
Ostatnio komentowane na stronie:
18/06/2014 Agata

Wielki smog londyński

1 komentarz z 21/11/2016 od pinot
09/02/2014 pioter

Wielkość Łodzi

3 komentarze, ostatni z 05/02/2016 od roxa