Aktywne Świętokrzyskie
17 osób
Moderatorzy:
    ruda
Subskrybenci:
    IDB mzag ruda DontLookBack jasiek RYZA JoannaJulia koshmarny Maciej Gosienica Joannaa Malutka
pokaż więcej

Ustawienia strony:

Widoczność: wszyscy
Publikować mogą: wszyscy
Moderacja: tylko niezaufani
RSS RSS
Zarejestruj się

20/06/14 od mzag
W temacie: Lokalne sprawy

Nasze wspólne czyli niczyje

Idąc we wczorajszej procesji Bożego Ciała przyglądałam się niespiesznie choć krytycznie swojemu miastu czyli Kielcom. Bo człek idzie i patrzy i dostrzega to, na co nie zwraca uwagi goniąc za czymś albo po coś. I taka smutna naszła mnie refleksja. Od czasów mego dzieciństwa, młodości, a zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu nastąpił niesamowity skok cywilizacyjny, obskurne miejsca przeszły lifting, jedne tylko powierzchowny, a inne dogłębny i to dobrze, ba nawet super. Widzę i doceniam, ale również doceniają to nasi znajomi, którzy nigdy tu nie byli i zostali mile zaskoczeni. Wypiękniały i nadal pięknieją moje Kielce i tu w pełni objawia się mój patriotyzm lokalny, ale niestety w tej beczce miodu jest również spory garniec dziegciu. Co może zrobić władza lokalna to jedno, ale co od samych obywateli zależy to drugie. Nowe chodniki, nowe place, ławeczki, latarnie, nowe fasady budynków, a wszędzie pełno obscenicznych napisów, wszystko upaprane sprejem i absolutnie nie ma to nic wspólnego z graffiti, to zwyczajny wandalizm. Nigdy nie mogę zrozumieć co trzeba mieć w głowie zamiast mózgu żeby wysmarować nowe ławki, czystą ścianę, czy jeden z drugim osioł (nie obrażając poczciwego kłapołuchego) zrobi to samo u siebie w domu? Co jest takiego w ludziach, że mają potrzebę destrukcji, niszczenia, paprania przestrzeni miejskiej, która w ich rozumieniu jest niczyja, a naprawdę jest nasza? Jak bardzo trzeba mieć popraną osobowość żeby wysmarować drzwi do bloku, klatkę schodową w domu, w którym się mieszka? Czy ktoś się w tym dobrze czuje, czy jest mu miło?

Mieszkałam kiedyś w wieżowcu, do którego wstyd było zaprosić gości, ale za progiem mieszkań było ok, a na klatce wstyd powiedzieć. Od 12 lat mieszkam na tzw. zamkniętym osiedlu gdzie ludzi mniej, a wszyscy starają się dbać o kwiatuszki, roślinki i czystość wokół bloczków i wewnątrz. Nawet ci , którzy nie mają zacięcia ogrodniczego przynajmniej nie niszczą, a również pilnują żeby ich pociechy tego nie robiły. U nas żyją i mieszkają dzieci, ale nigdy nie zdarzyło się żeby coś zostało zniszczone, uszkodzone, pomazane. Nie mieszkaja tu same anioły, ale brak jest przyzwolenia na dewastację, bo jest wspólnota, bo sąsiedzi wzajemnie się pilnują i bezpardonowo robią porządek z osobą , która się wyłamuje. Raz widziałam „akcję”, gdy mama z wiadrem i ścierką myła bramę garażową sąsiada, którą dziecko udekorowało malunkami, dzieciak zrobił to tylko raz i nigdy więcej. Bo tu przestrzeń jest wspólna nasza, nasze alejki, nasze drzwi wejściowe, nasze klatki i nikt nie próbuje się wyłamać.

Wszystko zależy od nas samych, czy nauczymy dziecko, że jedząc loda papierek wyrzuca się do kosza czy na ulicę, czy zareagujemy na niszczenie mienia czy na to pozwolimy, a swoja drogą to jest monitoring miejski i można wielu wandali zlokalizować i ukarać na tyle dotkliwie żeby następni zastanowili się czy im się opłaci „dekorowanie” miasta swoimi „dziełami”.Mzag

Ostatnio komentowane na stronie:
04/04/2014 ruda

Łysa Góra

czyli Święty Krzyż
2 komentarze, ostatni z 11/01/2017 od pinot
07/04/2014 ruda

Migawki z Ponidzia

1 komentarz z 19/01/2016 od pictori
06/08/2014 mzag

Jedzmy owoce.

Niekoniecznie na przekór.
4 komentarze, ostatni z 11/12/2014 od pinot